Globalne ocieplenie: Rosyjskie czołgi na łachach wiślanych

A czy wiecie, że globalne ocieplenie wpłynie na obronność Polski, bo obniży się stan rzek?

Jest ta sprawa z linią Wisły. Nasze wojsko robiło symulacje razem z NATO i wyszło im, że trzeba bronić zachodniej Polski od linii Wisły, natomiast poddać wschodnią Polskę – przynajmniej na jakiś czas, aż sojusznicy pomogą [1] [2]. Są też inne koncepcje – obecny rząd woli raczej bronić wschodu Polski [3] [4]. W każdym jednak planie obrony rzeki stanowią ważną przeszkodę dla wrogiego natarcia.

Ale tak naprawdę linia Wisły może nie mieć znaczenia. Różne rzeki w Polsce, które dotychczas stanowiły przeszkody dla wroga i na których do dziś tradycyjnie opierają się scenariusze obronne, przestaną mieć znaczenie.

Będzie coraz niższy stan wody [5] [6] i Rosjanie wszędzie sobie wjadą.

Ostatnio media pisały o tych ćwiczeniach z NATO, gdzie mieli trenować przeprawę przez Wisłę. Ćwiczenia odwołano z powodu niskiego stanu wody [7]. W wyniku globalnego ocieplenia przeprawy i sprzęt pływający przestaną być potrzebne.

Ciekawa jestem, czy wojsko ma to wkalkulowane. Czy eksperci od obronności to przewidują.

Ciągnie się na przykład ta dyskusja o nowym bojowym wozie piechoty dla polskiej armii: Czy ma być słabiej opancerzony i pływający, czy ciężej opancerzony i niepływający? Prognozy stanu wód na następne kilkadziesiąt lat (sądząc po okresie eksploatacji starych BWP) powinny być argumentem w tej dyskusji. Tymczasem wygląda na to, że nasza armia dostanie wóz pływający [8] [9].

Wojsko Polskie oczywiście ma służby meteorologiczne do przewidywania pogody. Ale pogoda to nie klimat. Pogodę przewiduje się na kilka dni naprzód. Klimat – w perspektywie wielu lat. Czy nasza armia konsultuje się z klimatologami, gdy planuje doktrynę obronną Polski?

Susze i spadek stanu wody w rzekach to nie są incydentalne zjawiska pogodowe. To jest trend. I trzeba myśleć realistycznie: Choćby cały świat od zaraz zaczął obniżać emisję CO2, to średnia temperatura na świecie będzie rosła jeszcze przez co najmniej kilkadziesiąt lat [10]. Trzeba się na to przygotować.

Czy politycy odpowiedzialni za obronność Polski to wiedzą? Czy spece od geopolityki, popularni obecnie w kręgach rządowych, wiedzą, jak globalne ocieplenie zmieni warunki geograficzne naszego kraju? Należałoby im to uświadamiać. Zwłaszcza tym, którzy postrzegają ekologię jako fanaberię. Wizja rosyjskich czołgów przejeżdżających po łachach wiślanych zadziała na wyobraźnię.


Komentarze
2018/12/18 20:48:29
Rosjanie mają BWPy pływające;-)
2018/12/20 09:10:21
@red_Grzegorz

Ło, czekałam parę dni, aż ktoś napisze ten argument.
Ba, Rosjanie mają wszystkie czołgi pływające (choć nie wiem, jak Armata).

Ale rzeki są zawsze jakąś poważną przeszkodą. Przypominam o tej symulacji NATO-wskiej z linią Wisły. Zdaje mi się, że NATO też o tym wie, że Rosjanie mają sprzęt, który pływa. 😉

2018/12/20 12:45:29
Eee, nie wszystkie. Właściwie to praktycznie żaden rosyjski czołg nie jest pływający. Trudno zrobić czołg żeby był pływający, było tylko kilka specyficznych czołgów lekkich które pływały (patrz rosyjski PT-76 – wycofany już de facto), ale to nisza. Czołgi podstawowe nie pływają.

Wracając do BWP, to faktycznie zachodnioeuropejskie-amerykańskie współczesne BWPy* nie pływają. A nasze wojsko się upiera żeby koniecznie pływać. Ale już nowoczesny południowokoreański też K21 pływa (ma takie sprytne, chowane pod pancerzem nadmuchiwane pływaki). I to jest pytanie, czy nasi specjaliści są tacy uparci, czy też może wiedzą coś czego my nie wiemy.

*chociaż starsze wersje Mardera czy Bradleya pływały po przygotowaniu i doposażeniu

2018/12/20 19:21:57
Faktycznie, użyłam złego słowa. Chodziło mi o to, że większość rosyjskich czołgów potrafi przejechać pod wodą po dnie, w pełnym zanurzeniu, po zamontowaniu komina.
2018/12/21 14:06:39
A tak to właściwie każdy czołg potrafi, tutaj niemiecki Leopard:
www.youtube.com/watch?v=8bDxjBVDh5w

Ale wracając do wątku, to przetarg na parki pontonowe sygnalizuje że wojsko przewiduje że rzeki tak całkiem nie wyschną:
zbiam.pl/przetarg-na-parki-pontonowe/

Gość: Ambasador, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2019/02/15 07:15:02
Przede wszystkim, spece od obronności zapominają, że minęły już dawno czasy husarii czy Powstania Warszawskiego, kiedy to istotną rolę odgrywały przeszkody terenowe: rzeki, bagna… Teraz są wyrzutnie rakiet, pociski samonaprowadzające, latające fortecę. Gdy Rosja rzeczywiście zechce zaatakować Polskę, to najpierw kilka(set) rakiet, odpalonych gdzieś z głębokiej Rosji zrówna z ziemią wszystkie większe miasta i totalnie sparaliżuje dowodzenie, a potem – Rosjanie wejdą, gdzie zechcą, niezależnie od poziomu wody w Wiśle. A nasi dzielni wojacy na swoich transporterach – pływających lub nie – będą mogli jakiś czas bawić się w partyzantkę i trochę szarpać wojska rosyjskie, zanim tamci nie wystrzelają ich jak kaczek. Wiele lat później będzie z tego kolejny mit narodowy, jak znalazł do świętowania.

Mamy kwity

Nasza redakcja dotarła do mało znanych faktów z życia człowieka, który uchodził za legendę i motor masowego ruchu społecznego.

Św. Paweł nie był akceptowany przez żydowskich chrześcijan z powodu konfidenckiej przeszłości. Dlatego wolał trzymać się z daleka od żydowskich chrześcijan i przebywał raczej na terenach pogańskich.

Zastanawiające zresztą, że miał z urodzenia obywatelstwo rzymskie. Jego przodkowie przyjęli obywatelstwo okupanta! To go nieraz ratowało z opresji – władze okupanta w tajemniczy sposób wypuszczały go z aresztu, gdy ujawniał, że jest rzymskim folksdojczem.

Lustratorzy powinni się jednak przede wszystkim zająć tym, że Paweł plątał się w zeznaniach: Choć autor Dziejów Apostolskich sugeruje zabijanie chrześcijan, to sam Paweł przyznaje się jedynie do pilnowania ubrań podczas egzekucji.

Czy św. Paweł był do końca życia sterowany przez faryzeuszy??? A może przez Rzymian??? Z tymi pytaniami pozostawiamy czytelników.

Szaweł ciągle jeszcze siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich. Udał się do arcykapłana i poprosił go o listy do synagog w Damaszku, aby mógł uwięzić i przyprowadzić do Jerozolimy mężczyzn i kobiety, zwolenników tej drogi, jeśliby jakichś znalazł (Dz 9:1-2)

Ujrzałem Go: „Spiesz się i szybko opuść Jerozolimę – powiedział do mnie – gdyż nie przyjmą twego świadectwa o Mnie”. A ja odpowiedziałem: „Panie, oni wiedzą, że zamykałem w więzieniach tych, którzy wierzą w Ciebie, i biczowałem w synagogach, a kiedy przelewano krew Szczepana, Twego świadka, byłem przy tym i zgadzałem się, i pilnowałem szat jego zabójców”. „Idź – powiedział do mnie – bo Ja cię poślę daleko, do pogan”». (Dz 22:18-21)

Kiedy przybył do Jerozolimy, próbował przyłączyć się do uczniów, lecz wszyscy bali się go, nie wierząc, że jest uczniem. (Dz 9:26)

Trybun przyszedł i zapytał go: «Powiedz mi, czy ty jesteś Rzymianinem?» A on odpowiedział: «Tak». «Ja za wielką sumę nabyłem to obywatelstwo» – odrzekł trybun. A Paweł powiedział: «A ja mam je od urodzenia». Natychmiast też odstąpili od niego ci, co go mieli badać. Dowiedziawszy się, że jest Rzymianinem, trybun przestraszył się, że kazał go związać. (Dz 22:27-28)

 


Komentarze

drakaina 23.02.2016

🙂 Ulubione w takich okolicznościach, jak obecna, porównanie mojego Taty.

old.wolf 23.02.2016

Jest jeszcze Piotr – trzy razy się zaparł. Mówiąc dzisiejszym językiem: podpisał lojalkę.

Gość x *.free.aero2.net.pl 23.02.2016

Oto, co o naturze inkwizycyjnego zapału pisał Umberto Eco w „Imieniu róży”:

– Co przeraża cię najbardziej w czystości? – zapytałem.
– Pośpiech – odparł Wilhelm
.

Gość b. urb *.088.065.pools.vodafone-ip.de 25.02.2016

Najlepsze jest, że ciemny lud kupuje wersję trybuna

red.grzeg 26.02.2016

Jak widać, są dobre powody żeby nie ufać katolikom.

danekstraszynski 27.02.2017

No cóż, metodą PiS-u można znaleźć haka na każdego. Masz rację, kiedy lustrujesz ich bohaterów. Ale czy są wystarczająco inteligentni, żeby skojarzyć?

drakaina 20.04.2017

Anuszko, na jaki adres mailowy można by Ci podrzucić coś wyszukanego w sieci? Możesz mi odpisać na [inicjał.nazwisko]@gmail.com, bo blogowego maila sprawdzam raz na rok w najlepszym razie. A na fejsie nie bywam ostatnio.

 

Bede grau w gre

Sytuacja jest jak podczas protestów w sprawie ACTA: Władza nie rozumiała nawet napisów na transparentach.

I rację ma autor listu młodych wyborców do PO: „Nie zorientowaliście się, że jest pokolenie, które nie ogląda TV i nie ma TV w domu.”

Ale jest też druga strona medalu. Ta energia społeczna skupia się na nonsensach. Jest naiwna i łatwo może być wykorzystana przez byle kogo, kto podrzuci teorię spiskową.

Na podanym w tym liście przykładzie „suflerka Komorowskiego a Jola spod krzyża”: Jest w internecie film, rzeczywiście fatalnie świadczący o prezydencie Komorowskim, jak baba od PR każe mu iść, stanąć, uściskać niepełnosprawną, która wcale sobie tego nie życzy. I on jak bezwolny misiek to wszystko robi. Prezydent powinien szanować majestat swojego urzędu i nie szargać go w ten sposób.

Ale dalej internet odkrył na facebooku, że baba od PR kiedyś zrobiła sobie prześmiewcze zdjęcie z jedną wariatką, która robiła szopki pod krzyżem. I młode pokolenie, ehym, świadomych politycznie obywateli ukręciło z tego teorię spiskową: Że ta baba jest ze służb specjalnych, a tamta spod krzyża też, i cała szopka z krzyżem została stworzona przez służby specjalne dla kompromitacji PiS, żeby PO mogło dłużej rządzić. A odpowiedni macherzy polityczni zaraz dopisali do tego dalszy ciąg, że baba od PR jest związana z firmą, która jest związana z Ruskimi, i która robiła przegląd tupolewa. I teraz pokolenie oburzonych, „które wszystko może sobie sprawdzić w internecie”, łyka to jak młode pelikany.

Podczas protestów w sprawie ACTA pod pałacem prezydenckim byłam świadkiem, jak w tłum wkręcili się narodowcy i zaczęli skandować zupełnie nie a propos: „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”. Tłum, który przed chwilą śpiewał „Trolololo”, bez namysłu zaczął skandować hasła narodowców. Jest to obrazek tyleż symboliczny, co dosłowny. Bo w wielu miastach organizacją tych protestów w ogóle zajmowali się narodowcy, a i Korwin się podczepiał. Są tacy, co szybko wyczuwają, gdzie są konfitury.

Więc ja bym nie liczyła za bardzo na mądrość narodu w nadchodzących wyborach.

 


Komentarze

pfg 27.05.2015

W Krakowie na manifestacji przeciwko ACTA Korwin był, ale nie spotkał się ze zbyt entuzjastycznym przyjęciem.

Odnośnie do zdjęcia „pani suflerki” z Jolą Spod Krzyża, to mnie podesłał je znajomy w wieku całkiem dojrzałym i ogólnie rozgarnięty. Ja w pierwszej chwili nie pozałem ani jednej, ani drugiej pani, a gdy mi wytłumaczono, kto jest kto, pomyślałem, że przyszła pani suflerka, wówczas skromna urzędniczka gdzieś tam, chciała sobie zrobić fotkę z, bądź co bądź, celebrytką. I nadal tak uważam. Jeśli Jola jest a) aktorką, b) ruską agentką, c) pracownicą służb, d) Marsjanką i są na to dowody w Internecie, można to było odkryć niezależnie od tego zdjęcia. I zapewne by odkryto. Przede wszystkim jednak nie sądzę, aby Platforma miała wówczas interes w podtrzymywaniu i eskalowaniu konfliktu wokół krzyża. Protesty zaczęły się po wyborach prezydenckich wygranych przez Komorowskiego, gdy prezydent-elekt zapowiedział usunięcie krzyża. A do wyborów parlamentarnych było jeszcze ponad rok.

anuszka_ha3.agh.edu.pl 27.05.2015

1. Agentka służb specjalnych nie wrzucałaby dowodu prowokacji na swój profil na facebooku.

2. Zabawne, że ci, co kiedyś gloryfikowali „krzyż”, teraz sami uważają go za szopkę (tylko dla odmiany zrobioną przez PO, a nie PiS).

wacio111 27.05.2015

Czy się uda czy nie uda i tak z tego będzie… Duda.

danekstraszynski 04.08.2015

Wybory polityczne młodych ludzi, Kukiz, świadczą bardzo źle o nauczycielach. Fakt, że duże oddziały wyborców można w bardzo prymitywny sposób wodzić za nos dla własnych skoków i podskoków, źle świadczy o polskich mediach i w ogóle o polskich elitach.
Najwyraźniej znaczna ilość Polaków nie zorientowała się, że żyje w wolnym kraju i wszystko zależy od nich samych, konsekwencje swoich wyborów też będą osobiście ponosić.

Czy propaganda sukcesu w Polsce to kłamstwo?

Pojawiło się nowe badanie, jak ludzie postrzegają nierówności dochodów w ich kraju, w porównaniu z tym, jaka jest rzeczywistość.

Oryginalny artykuł naukowy jest tutaj: V. Gimpelson, D.Treisman, „Misperceiving inequality”, NBER Working Paper No. 21174 (May 2015). Niestety nie jest w wolnym dostępie, ale jeśli ktoś korzysta z sieci uniwersyteckiej, to powinien być dostępny*. Streszczę parę szczegółów:

Większość narodów postrzega poziom nierówności jako wyższy, niż jest w rzeczywistości. Szczególnie Europa Wschodnia, a najbardziej Ukraina. Ciekawym wyjątkiem jest Rosja, gdzie obywatele postrzegają swoje społeczeństwo jako stosunkowo egalitarne, a tymczasem w rzeczywistości poziom nierówności jest jednym z najwyższych. Widać wciąż żyją mitem państwa robotników i chłopów.

Polska ma podobny poziom nierówności jak Japonia i Korea, jednak w tamtych krajach obywatele postrzegają ten poziom realistycznie, podczas gdy Polacy mają wrażenie, że nierówności są większe niż naprawdę.

Obok Rosjan także Chińczycy przodują w niedocenianiu poziomu nierówności. Nierówności u nich są ogromne, a oni myślą, że małe. Wygląda na to, że polityka wmawiania obywatelom, że jest dobrze i wszyscy są równi – działa.

Tu nasuwa się myśl o krytykach retoryki prezydenta Komorowskiego, że jest dobrze, że osiągnęliśmy sukces. Krytycy uważają to za kłamstwo. Ludzie w Polsce nie wierzą w propagandę sukcesu. Albo jest ona wciąż za mało stosowana. To badanie pokazuje, że taka propaganda w Polsce NIE byłaby kłamstwem, lecz przeciwnie – uświadomieniem prawdziwych proporcji.

Jeszcze ciekawy szczegół:

Ludzie w Europie ZUPEŁNIE ŹLE postrzegają trendy. Wszyscy w Europie są przekonani, że w latach 2007-2010 wzrosło ubóstwo. W każdym z krajów takie przekonanie żywiło od 65% do 95% społeczeństwa. Tymczasem KOMPLETNIE to się nie korelowało z rzeczywistym wzrostem ubóstwa. Na oko widać z wykresu, że w połowie krajów ubóstwo wzrosło, w połowie zmalało**. Ale przygniatająca większość obywateli była przekonana, że wzrosło.

Polska jest tam i tak na najlepszej pozycji, bo TYLKO 65% obywateli było przekonanych o wzroście ubóstwa (podczas gdy zmiana wynosiła praktycznie zero!). We wszystkich innych krajach przekonanie o wzroście ubóstwa było większe.

Bardzo możliwe, że ten mimo wszystko najlepszy wynik Polski to efekt propagandy sukcesu rządu PO – hasło o zielonej wyspie.

 

*Pewne omówienie tych badań można znaleźć w Washington Post i w Die Zeit.
** Dokładniej, autorzy piszą: Poverty had actually increased in eight of these countries, decreased in six, and stayed the same in 13 in 2007-10 (again coding as “stayed the same” countries where the rate changed by less than plus-or-minus one percentage point). Yet in all 27 of these countries, more than 65 percent of respondents thought that poverty had increased, and on average 31 percent thought it had “strongly increased.” Zmiana w Polsce części populacji żyjącej w ubóstwie wyniosła, z dokładnością do mojego odczytania z wykresu, około 0.25%. 

Lem 1995

Felietony Stanisława Lema „Na szalach bałkańskiej wagi” i „Szklany but” z 1995 roku (publikowane w Tygodniku Powszechnym, a potem zebrane w książce „Lube czasy”). W Rosji rządził wtedy Jelcyn, ale powoli przejmowali wpływy – jak ich określa Lem – militaryści. Putin jeszcze do 1997 roku coś tam robił w Petersburgu. Podkreślam to, bo to nie tak, że wszystko, co teraz wylazło na wierzch, jest zamysłem Putina. Lem zwraca uwagę, że Zachód wciąż wpada w monomanię i daje się nabierać na wizję, że wszystko w Rosji zależy od jednego człowieka, czy to Gorbaczowa, czy Jelcyna. Czy – powiedziałby pewnie dziś – Putina. Choć ci dwaj pierwsi byli w oczach Zachodu „bohaterami pozytywnymi”, a ten ostatni jednak nie do końca, ale mechanizm monomanii jest ten sam. Tymczasem jest inaczej. Zamysły i plany robione są nie przez jedngo człowieka, a przez szersze i dłużej działające siły. Gdy Lem pisał te teksty, w byłej Jugosławii toczyła się wojna (co mnie dodatkowo szokuje, to liczby żołnierzy posłanych z Zachodu by opanować ten konflikt – liczby krytykowane przez Lema jako za małe – ile one wynosiły w porównaniu do liczby żołnierzy przysyłanych dziś, by strzec granic NATO…) I już podczas tamtej wojny jakieś rosyjskie mózgi myślały nad planami… 

To, co się dzieje ostatnio w dawnej Jugosławii, od czasu gdy rozzuchwaleni Serbowie zaczęli przykuwać naszych między innymi wojskowych do obiektów strategicznych i wzięli prawie czterystu żołnierzy „błękitnych hełmów” do niewoli, jest moim zdaniem rodzajem poligonu. Rozgrywają się na nim wojskowe manewry, których głównym obserwatorem jest Rosja. Rosja uważnie przypatruje się temu, w jaki sposób Zachód daje, a raczej nie daje sobie rady z niesłychaną czelnością serbskich przywódców, którzy po kolei łamią rozmaite międzynarodowe umowy.

(…)

Jedna strona mydli wszystkim oczy, a druga bierze to za dobrą monetę. Co najwyżej na Adriatyk przypłynie kolejny lotniskowiec albo Francuzi czy Anglicy podeślą kolejną setkę żołnierzy – takie ukłucia szpilką, które na nikim nie robią już wrażenia.

Nie chodzi tylko o tę ponurą i straszną wojnę, chodzi o los Polski i innych krajów tak zwanej Grupy Wyszehradzkiej. W ciągu dziesięciu lat zakończy się w Niemczech epoka Kohla. Człowieka, który na tym stanowisku bardziej chciałby świadczyć nam poparcie w staraniach o doszlusowanie do Zachodu, nie znajdziemy. Kohl nie robi tego zresztą dla naszych pięknych błękitnych oczu, tylko dlatego, że nie chce, by Niemcy bezpośrednio sąsiadowały ze strefą rosyjskiego panowania i pomału odradzającego się rosyjskiego imperializmu.

Imperialne drożdże ciasta na razie jeszcze nie podniosą, bo przemysłowo-ekonomizcne zaplecze Rosji jest zdruzgotane. Ale rozwiązania typu militarnego, awanturniczego nawet łatwiejsze są do zrealizowania niż pokojowy wzrost gospodarczy i wprowadzanie demokracji. Poza tym kraj jest olbrzymi, pozbiera się szybciej, niż sądzimy, i w ciągu mniej więcej dekady suwerenność nasza znów może stanąć pod znakiem zapytania.

Zachód przejawia skłonność do monomanii – przedtem panowała gorbymania, teraz wszyscy przyczepili się do Jelcyna i uważają, że jak Jelcyn odejdzie, wszystko zaraz runie. Takie personifikowanie problemów wielkiego kraju i umieszczanie wszystkich inwestycji w jednej osobie to szaleństwo. Mówiąc szczerze, nie pożyczyłbym Jelcynowi dziesięciu groszy – polskich groszy. (…) Jelcyn jest zresztą tylko wykładnikiem pewnych sił, ustępuje na rzecz militarystów, bo nie ma przed sobą innej drogi. (…) W Rosji nie można się oprzeć na szlachetnych Kowaliowach, bo takich jest pięć i pół. Zresztą za dziesięć lat nie będzie już i Jelcyna…

(…)

Obawiam się natomiast, że o przyszłości w granicach dekady zadecyduje sposób, w jaki Pakt Atlantycki i Narody Zjednoczone reagować będą – jeśli będą w ogóle! – na coraz bezczelniejsze postępowanie Serbów. Dobrym słowem nic się tutaj nie wygra. Widzę na szalach tej wagi los Polski. (…)

Na długą metę nie ufałbym zresztą Amerykanom: tendencje izolacjonistyczne są w Ameryce bardzo silne, a politycy tamtejsi dość mocno sterowani badaniami opinii publicznej i nie chcą mierzyć sił na zamiary. 

Zachodowi brak siły przywodczej, (…) jest za to, zwłaszcza w Europie, kłębowisko rozmaitych, często sprzecznych interesów. (…)

Nie ma takiego nieszczęścia, do którego człowiek się nie przyzwyczai. Serbowie na Bałkanach stosują taktykę salami i przyzwyczajają wszystkich po trochu do swoich zbrodni. Pejzaż jest schizofreniczny: Karadzić ma zostać postawiony przed międzynarodowym trybunałem jako ludobójca, a równocześnie traktuje się go jako partnera rokowań. (…) Belg, co przewodzi teraz NATO, (…) zachowuje się jak kiedyś Chińczycy: „tysiąc czterysta siedemdziesiąte szóste poważne ostrzeżenie pod adresem Stanów Zjednoczonych”…

Najlepszym monumentem potęgi Zachodu mógłby być dziś dwupiętrowy szklany but z umieszczoną w nim równie dużą nogą, kiwającą paluchem. Po prostu – kiwanie palcem w bucie! Umieściłbym ten monument w Brukseli.

To wszystko zakrawa na kpinę i przypomina zdartą płytę: igła wciąż wpada w ten sam rowek. Nie ma wyjścia, musimy rokować. A jeśli zamordują pewną liczbę Francuzów? – już zamordowali! – no to może się wycofamy. Będzie wtedy jeszcze gorzej? Więc się nie wycofujmy – wzmocnijmy nasze siły i zamiast dwóch tysięcy żołnierzy poślijmy sześć. Nie ma odwagi, a przede wszystkim nie ma świadomości tego, że nie chodzi o zagrożoną pozycję lokalną ani o dzisiejszy czy jutrzejszy interes żadnej ze stron konfliktu, rozpętanego przez Serbów dla stworzenia Wielkiej Serbii, tylko o długofalowy proces, w którym stroną najbardziej zainteresowaną jest – jak tu przed tygodniem pisałem – Rosja.

Proces ten dokonuje się powoli. Nie było przecież tak, że jak Hitler wkroczył do Nadrenii, to następnego dnia wybuchła wojna. Wypadki toczą się w tempie typowym dla historii. Jestem bardzo zdziwionoy, że w tej skali i w tej perspektywie czasowej jakoś się ich nie postrzega. Henry Kissinger ogłosił bardzo rozsądny artykuł w „Heraldzie” (…), tłumacząc, że trzeba koniecznie kogo się da brać do NATO – ale to głos odosobniony. A tu Białoruś popełnia samobójstwo i dobrowolnie rezygnuje z suwerenności. Z Ukrainą trochę lepiej, bo świadomość narodowa, zwłaszcza w jej części zachodniej, ktra przed wojną do Polski należała, wydaje się silna. Umiarkowany ucisk, jakiemu Ukraińców w przedwojennej Polsce poddawano, okazał się dla ich poczucia tożsamości zbawienny, natomiast krwawe prześladowania, jakich ofiarą padły za Stalina białoruskie elity, poczucie to całkowicie zniwelowały.

Motywacje Zachodu są i w tym przypadku wyraźne. Mówiąc cynicznie: na Białorusi nie ma ropy ani diamentów, nie ma nic. Kazachstan i Ukraina są znacznie bogatsze, dlatego będą otrzymywać pomoc, a za pomocą w postaci miliardowych inwestycji stoi i stać musi rząd i Kongres amerykański. Musi, bo tak to jest urządzone na tym świecie. Jak długo jednak Ukraina jeszcze się trzyma – nie wszystko stracone. 

Ukraińscy faszyści i pani doktor Mengele

To najgłupszy wytwór rosyjskiej propagandy, jaki widziałam. Przebija klasyczną stonkę ziemniaczaną zrzucaną z amerykańskich samolotów.

Tutaj jest wszystko, czego potrzeba do wytworzenia emocjonalnego ciągu skojarzeń: Tymoszenko, ukraińscy faszyści, niemieccy faszyści, niemieccy doktorzy, faszystowska Unia Europejska, siedlisko ostatecznej demoralizacji, pobieranie organów z żywych pacjentów, handel organami, masy ukraińskich rannych zbieranych z pól bitewnych pod Donieckiem, prości chłopcy wykorzystywani przez faszystowską juntę jako (dosłowne!) mięso armatnie. 

Wiadomość z rosyjskiego państwowego kanału Rossija 24:

Były adwokat Tymoszenko handlował organami rannych żołnierzy.

W wyniku zhakowania internetowej korespondencji byłego adwokata Julii Tymoszenko, wypłynęła na powierzchnię szokująca informacja. Okazało się, że Serhij Własenko uczestniczył w handlu organami pobranymi od ciężko rannych ukraińskich żołnierzy. Jak donosi kanał telewizyjny Rossija 24, Własenko prowadził korespondencję z niemiecką lekarką Olgą Wieber o dostawach organów w zamian za wsparcie materialno-techniczne. Czasem doktor karci Własenkę za towar złej jakości, a ten w odpowiedzi narzeka na ciężkie warunki pracy: pobierać organy z jeszcze żywych ludzi zabronił mu szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Oprócz tego, boi się on wycieku informacji. „Duże ryzyko wycieku i zbyt dużo pytań miejscowego personelu, już nie chcę się z tym związywać!” – pisze. „Towar”, jak nazywają organy w korespondencji, Własence dostarczał komendant karnego [tj. antyrebelianckiego] oddziału Donbas, Semen Semenczenko. Własenko karci go za wykonane nieprofesjonalnie pobranie organów i żąda pracować następująco: „Następne pobranie powinniście wykonać „zgodnie z technologią”, jak chcesz! Inaczej wystawisz nie tylko mnie”.

Krymska prorosyjska gazeta Głos Sewastopola w ogóle się już nie patyczkuje, tylko pisze w samym tytule, że to Tymoszenko handlowała tymi organami. Przytacza dialog winowajców, gdzie faszystowska niemiecka doktór zamawia szyfrem np. 15 serc i 35 wątrób.

(…)
Olga Wieber 04.05.2014 19:1
17 cor, 50 nep 15 hep, 30 pan, 5 pul.
Tacy to ci zachodni partnerzy. Diabetyków u nich sporo, więc jest popyt

Olga Wieber 10.05.2014 22:04
Zamówienia rosną, u ciebie ludzi wystarcza?
Przyjmuj: 15 cor, 63 nep, 35 hep, 20 pan, 5pul.

Tu jest kiosk ruchu, ja tu mięso mam!

(…)
Olga Wieber 22.05.2014 21:51
Udało wam się znaleźć potrzebną ilość, oczywiście to dobrze, ale jakość słaba. Moi ludzie za późno dostają dostęp do materiału!!! Klienci tu czekają

Serhij Własenko 22.05.2014 21:56
To poczekają, do kogo oni jeszcze pójdą? Gdzie jeszcze znajdą??? 
A tutaj strzelanina, miny wybuchają, jak twoim ludziom dostarczać? Choć twoi choć moi spece – zapewniać bezpieczeństwo jest bardzo trudno, zrozum. Materiał trzeba wywozić samemu! 

Staje przed oczyma wizja zbierania mięsa z pola bitwy.

Olga Wieber 22.05.2014 22:10
Róbcie choćby jak pod Aleksandrowką!!! Nie wystawiajcie mnie! Szukajcie więcej materiału, żeby można było wybrać najlepszy.

Serhij Własenko 22.05.2014 22:13
Materiału to wystarczy, wywozić go trudno.

Bo organy do przeszczepu przewozi się hurtem, a potem wybiera jak w sklepie mięsnym, wiadoma sprawa.

A kim jest w ogóle niemiecka pani doktór? Wystarczy wpisać w google i wszystko staje się jasne. Z samego profilu na wrażym facebooku. Na zdjęciu profilowym twarz pomalowana w barwy flagi ukraińskiej. Znaczy faszystka. Nazywa się po niemiecku. Znaczy tym bardziej faszystka. Na banerze u góry zdjęcie z sali operacyjnej. Znaczy lekarka od przeszczepów. Wszystko się zgadza.

Tylko że nic się nie zgadza [1, 2].

Nie lekarka, tylko nauczycielka matematyki z Zaporoża. Skończyła matematykę, uczyła w szkole, potem pracowała jako sekretarka w prywatnej firmie, jako doradczyni prawno-podatkowa w innej firmie, potem wyemigrowała do Niemiec, pracowała w kilku firmach w marketingu, a jedyny związek z medycyną to ostatnia z firm, produkująca sprzęt medyczny.

Jak po czymś takim wierzyć w choć jedno słowo telewizji Rossija, to ja nie wiem. Ale to jest robione pod Rosjan. Widać russkij czeławiek wszystko przełknie.

Stary ksiądz, który stracił wiarę

Przypomniała mi się moja dawna dyskusja pod wywiadem Żakowskiego z gen. Jaruzelskim:

anuszka_ha3.agh.edu.pl:

„Z punktu widzenia marksizmu był to zwrot zasadniczy. Marksizm zakładał społeczną, a de facto państwową, własność środków produkcji. Przez lata byliśmy temu wierni. Ale tabu społecznej własności powodowało…”

„Słowo kapitalizm było wstydliwe, nawet wyklęte.”

„Fundamentalny był problem własności. Ale istniał też inny problem doktrynalny. Kierownicza lub, inaczej nazywając, przewodnia rola partii.”

To niesamowite. Ten człowiek mówi jak kapłan jakiejś religii. Dopiero teraz zrozumiałam, jak to możliwe, że Jaruzelski – który przecierpiał lata na Sybirze i stracił tam ojca – stał się wiernym funkcjonariuszem systemu komunistycznego. Czy dlatego, że był ograniczonym trepem? Czy dlatego, że był cynicznym graczem?

Nie!

Teraz dopiero to sobie uprzytamniam: On wierzył w komunizm jak w religię.

Te zdania u góry cytowane jako żywo przypominają mi rozważania katolickich księży, przedkładających doktrynę nad rzeczywistość. Pojęcia tabu, wyklęte koncepcje, doktryna… Takimi słowami posługują się ludzie opisujący rzeczywistość z punktu widzenia własnej głębokiej religijności.

Nawet te przeżycia łagrowe pasują do układanki – to coś w rodzaju syndromu sztokholmskiego. Coś w rodzaju postawy Hioba: Pan dał, Pan wziął. Gdy system zabiera nam wszystko – racjonalizujemy sobie tragedię, ubóstwiając system. Myślę, że gdyby młody ziemianin Jaruzelski poszedł na księdza, to ze swoją żarliwością mógłby zostać nawet papieżem…

rat_123:

Anuszka

J byl pragmatykiem ale nie fanatykiem slepo wierzacym w “komunizm” (…)

anuszka_ha3.agh.edu.pl:

Jedno drugiemu wbrew pozorom nie przeczy. To co mówi Jaruzelski teraz, to jest z perspektywy lat. On mówi jak stary ksiądz, który utracił wiarę ;-). Zgadzam się, że już w latach 80. chyba nikt w aparacie komunistycznym nie wierzył w doktrynę – Jaruzelski pewnie też. Ale mimo to oni tę doktrynę utrzymywali, „podawali do wierzenia”. Nawet jeśli prywatnie wiedzieli, że to fikcja, to uważali, że publicznie muszą się zachowywać tak, jakby w tę fikcję wierzyli. Przypomina to jakąś podupadającą religię. Ale jednak religię.

Mimo wszystko sądzę, że Jaruzelski za młodu naprawdę wierzył w komunizm. W latach 80. może już nie, ale wcześniej tak. Inaczej dlaczego mówiłby: Widziałem, że skuteczne byłoby to i to, ale byłoby to niezgodne z… doktryną! Cóż to za argument? Kto u diabła przejmuje się „doktrynami” w polityce? Ja myślę, że on mówił z pozycji człowieka, który rozczarował się wyznawaną przez siebie religią, ale wciąż traktuje ją jak religię…

I co teraz będzie z tym kultem cargo?

Pamiętam, wciąż pamiętam tę dyskusję z PFG długą na kilka blogowych notek – czy potrzebujemy przymilać się do Stanów Zjednoczonych, czy nie.

Paweł tak pięknie potrafił przyznać się do zmiany zdania: Choć dalej pozostał przy przekonaniu, że sojusz militarny z USA ma dla nas zasadnicze znaczenie, to po zastanowieniu przyznał mi rację w głównej sprawie. Że mamy, Polacy, irracjonalne wyobrażenie, iż Ameryka powinna nam pomagać, bo tak. Bo oni są Amerykanami, a my przecież jesteśmy Polakami! Zgodziliśmy się więc, że ta wiara we wszechmoc i wszechdobroć Ameryki to kult cargo. Budowanie lotnisk ze słomy w nadziei, że nadlecą prawdziwe samoloty.

Dziś mnie wypada się zatem przyznać: Co do znaczenia sojuszu militarnego z USA – to Paweł miał rację. Nie spodziewałam się po Rosji, że wyjdzie z niej aż tak duch sowiecki. Ale teraz warto było sobie jeszcze raz poczytać moje stare notki (1, 2), a też Pawłowe (1, 2, 3, 4, 5), i to wszystko łącznie z dyskusją pod wpisami. Bo wtedy w każdym razie oboje pisaliśmy cynicznie, że Ameryka spokojnie może mieć nas gdzieś. Tak pisaliśmy wtedy na zimno, i warto to sobie przypomnieć – bo teraz jak trwoga to do Boga, i wszyscy obracają oczy ku niebu na zachodzie, ku dobrej Ameryce i jej samolotom. Otóż dalej Ameryka może mieć nas gdzieś. Czy coś się zmieniło, żeby Ameryka zaczęła nagle mieć interesy bardziej zbieżne z Polską? Czy to tylko strach każe nam bardziej wierzyć w cargo? 

Jeszcze jedno. Całkiem niedawno odbyła się u Pawła dyskusja o olimpiadzie w Polsce. Ktoś tam skomentował, że bardzo dobrze, bo Polacy teraz potrzebują wielkich projektów.

Odpisałam mu, że co prawda faktycznie to jest w dzisiejszych czasach problem Polski, że zabrakło wielkich projektów. Prawdziwie wielkie projekty, co do których była zgoda narodowa – wejście do NATO, kolejne etapy integracji z UE – zostały wykonane. Ale Euro 2012 z towarzyszącą mu sztandarową ideą budowy dróg to była po prostu czkawka, karykatura tamtych, gdy zorientowano się, że wielkie idee się zakończyły, a ludzie może chcieliby nowych. Zresztą przez pewien czas Tusk diagnozował, że ludzie właśnie nie chcą już wielkich idei, tylko chcą stabilizacji, dobrobytu, ciepłej wody w kranie. Ale jakby okazało się, że to niezupełnie to, i że jednak Polacy lubią żyć wielkimi ideami.

No więc być może zaskakująco właśnie znalazła się kolejna wielka idea dla Polaków. Ogólnonarodowy projekt obrony przed Rosją. Co tam olimpiada.

Genetyka polityczna

Badania genetyczne wykazały, że Białorusini są genetycznie identyczni z Polakami, a bliżsi Czechom i Słowakom niż Rosjanom. Rosjanie są niemal identyczni z Estończykami i bliscy Finom, ale też Tatarom. Wschodni Ukraińcy są genetycznie tacy jak Rosjanie, a zachodni – stanowią osobną grupę, najbardziej bliską Tatarom.

Bardzo ciekawe, prawda?

Natomiast wprawił mnie w pomieszanie fakt, że dziennikarze rosyjskiego Kommiersanta zupełnie poważnie robią z tych badań sprawę polityczną. A za nimi dziennikarze opozycyjnego białoruskiego Charter’97, którzy dokładają swoje, traktując genetykę jako argument na rozłączność Białorusi i Rosji… 8-

U nas, gdy polityk chlapnął o „genetycznych patriotach”, to wszyscy się tylko śmiali. A tu – dziennikarze bez obciachu piszą: Że Estonia niesłusznie protestuje na forum Rady Europy w Brukseli przeciwko dyskryminacji ludności ugro-fińskiej w Rosji, bo przecie Rosjanie to genetyczni ugro-finowie. I że zachodni naukowcy – współpracownicy rosyjskich genetyków – zwlekają z publikacją tych wyników badań, bo… poświadczają one o rozłamie na wschodnią i zachodnią Ukrainę. Co jeszcze dziwniejsze, mowa tam jest o „moratorium” nałożonym przez ZUYCH zachodnich współpracowników – mnie się wydaje, że chodzi chyba o normalny wymóg nieujawniania wyników przed publikacją w recenzowanym czasopiśmie (dane uprzednio publikowane są „spalone”). Ale Kommiersant to opisuje jako jakiś bez mała spisek, który uniemożliwił spektakularną genetyczno-polityczną akcję rosyjskiego rządu: „Z powodu moratorium [ZUYCH – przypisek mój] zachodnich uczonych, rosyjskie ministerstwo spraw zagranicznych nie mogło w sposób uargumentowany obwinić Estonii o ingerencję w sprawy wewnętrzne, a można nawet powiedzieć – w sprawy wewnątrzrodzinne”. (Chciałabym widzieć miny Rady Europy, gdyby otrzymała od Rosji oficjalną notę z taką argumentacją…)

Zbieram szczękę z podłogi i czuję niepokój, że sąsiadujemy z krajami, w których już nawet gazety mieszają genetykę z polityką. Strach się bać.

Kobiety za, a nawet przeciw

Środowiska feministyczne są zdania, że kobiety w Sejmie najlepiej zajmą się sprawami kobiet. Tak rozumianymi, jak to rozumieją feministki. Okazuje się, że to złudzenia.

Przeanalizowałam sejmowe statystyki głosowania w sprawie projektu zmiany ustawy o aborcji. Rzeczywiście nieodrzucenie projektu przeszło głosami mężczyzn (135 mężczyzn odrzucających i 214 mężczyzn nie odrzucających). Ale zauważyłam ciekawostkę:

W całym Sejmie odrzucających kobiet było mniej niż tych nieodrzucających! (53 : 56)

A to oznacza, że nadzieje środowisk feministycznych są nierealistyczne: Kobiety jako całość wcale niekoniecznie głosują w sprawie kobiecej tak, jak feministki by oczekiwały.

I choćby kobiet była połowa Sejmu, to w obecnym układzie partyjnym w sprawie aborcji one mężczyzn nie przegłosują. Same są mocno podzielone i tych konserwatywnych (lub obojętnych) jest więcej!

Dlaczego zwracam uwagę na te obojętne?

Osoby, które nie głosowały za odrzuceniem projektu to: przeciwne, wstrzymujące się i nieobecne. 

Jak już zauważyła gazeta.pl, nieobecna na głosowaniu była posłanka Anna Grodzka. Sztandarowa posłanka partii, w której środowiska feministyczne pokładają duże nadzieje. Partii, dla której – deklaratywnie – kwestia aborcji to niesłychanie ważna sprawa. Widać jednak nie aż tak ważna, jak np. kilka dni później ważne było dla PO inne głosowanie, na które dowieziono nawet chorego posła ze szpitala.

W PO była 1 posłanka nieobecna na głosowaniu. W RP – 1. W SLD – 1. Gdyby wszystkie trzy były obecne na głosowaniu, to może(?) przynajmniej można by napisać, że w całym Sejmie odrzucających i nieodrzucających kobiet było po połowie. Choć nie zmieniłoby to faktu samego podziału wśród kobiet.

Patrząc na poszczególne partie, wewnątrz PO, SLD i RP proporcja kobiet odrzucających projekt była większa, niż tych nie odrzucających projektu. PO – 46:25, SLD – 3:1, RP – 4:1. Platformie dostały się cięgi za to głosowanie. W każdym razie, mimo wszystko nawet w PO gdyby spytać same kobiety, to więcej z nich odrzuciłoby projekt.

Ciekawe jest, że w PO spośród 28 wstrzymujących się większość stanowiły kobiety (18). Otwarcie popierających projekt było tylko 6. Wygląda mi to na jakieś dylematy moralne – jednocześnie chęć bycia za i przeciw.