Z dziejów polskiego antyklerykalizmu

Jacek Kuroń w książce Wiara i wina opowiada o spotkaniu 10 grudnia 1976 r. z biskupem przemyskim:

…Biskup Ignacy Tokarczuk opowiadał, jak wizytował wiejskie parafie. To się odbywa z wielką pompą: wyjeżdża naprzeciw banderia na koniach, święto jest i w ogóle cuda. W jednej wsi gdzieś na terenach silnego przedwojennego ruchu ludowego przyjęto go z niesłychaną zupełnie pompą, przekraczającą wszystko, co spotykało go gdzie indziej. Potem był obiad z Radą Parafialną i starzy chłopi mówią do niego:

– A wie ksiądz biskup, dlaczegośmy księdza biskupa tak witali?

Nie wiem.

– Jak w 1937 roku ostatni raz biskup do nas przyjechał, to nikt nie przyszedł, parę dewotek, myśmy w ogóle naprzeciw niemu nie wyjechali. A wie ksiądz biskup dlaczego? Dlatego, że on zwalczał strajk chłopski.

Tu biskup Tokarczuk mówi:

– Oni nie są tacy, ża jak jest sukienka duchowna, to zaraz będą słuchać. Nie, oni swoje wiedzą, o swoje wojują.

Tak mu powiedzieli jeszcze:

– Wy byliście przeciw nam, tośmy was nie witali, a teraz jesteście z nami i z tego powodu wam się należy. To są nasze przeprosiny dla tamtego biskupa, choć nie chcemy cofnąć tego, cośmy zrobili.

Pozornie oczywiste objaśnianie świata stereotypami

Gazeta Wyborcza niezliczoną ilość razy powieliła mit o klerykalnym Podkarpaciu, głosującym na PiS pod dyktando Kościoła.

Tymczasem takie wyjaśnienie, proste i leczące kompleksy mieszkańców „metropolii”, nie jest moim zdaniem prawdziwe. Pomijam to, że podkarpackie wyniki PiS wcale nie są takie świetne, jak to przedstawia Gazeta. Może napiszę o tym kiedy indziej, a może czytelnik sam zechce poszukać szczegółów na stronach PKW, gdy już będą opublikowane. Tutaj chcę napisać o dwóch ogólnych zjawiskach.

 

1. Głosowanie do władz wyższych szczebli jako czerwone światło dla partii rządzącej.

Usilnie lansowany przez PO i Gazetę Wyborczą mit o „metropoliach” (hłe, hłe, Mellehowicz!*) tak naprawdę ma na celu racjonalizację faktu, że pewne regiony Polski są niedoinwestowane i w planach partii rządzącej mają takimi pozostać.

Wyborcy z tych regionów doskonale zdają sobie z tego sprawę. Skoro więc są olewani przez rządzących – głosują na opozycję. I to jest zupełnie logiczne posunięcie, które nie ma nic wspólnego z dyktaturą kleru.

Jeśli chodzi o Podkarpacie, w ostatnich latach tak się dzieje w głosowaniu do władz wyższych szczebli, np. do Sejmu.

(Również w pewnym stopniu widać to w głosowaniu do sejmiku województwa – choć tam PiS wygrał minimalnie i w efekcie stracił większość na rzecz koalicji PO-SLD-PSL. Już w tym przykładzie mamy coś niestereotypowego: Szeroka koalicja centroprawicy z komuchami? Na klerykalnym Podkarpaciu? Kto by pomyślał, państwo redaktorzy, prawda?)

 

2. Głosowanie do władz niższych szczebli nie z klucza partyjnego, tylko na podstawie bezlitosnych konkretów.

Podam przykład z przedwczorajszych wyborów. Na „pobożnym Podkarpaciu”, w Rzeszowie, zaistniała taka sytuacja:

Wybory wygrał po raz trzeci lewicowy prezydent Ferenc. Jednak okazało się, że w jego macierzystym okręgu, na osiedlu Nowe Miasto, gdzie był jak dotąd bardzo popularny – nagle przegrał z konkurentem z PiS. Czyżby osiedle stało się pobożne i głosowało pod dyktando Kościoła?

Wręcz przeciwnie!  Wyborcy zagłosowali na złość na prawicowego Cyprysia, żeby zemścić się na lewicowym Ferencu za… podlizywanie się Kościołowi!

Otóż Ferenc wywołał na osiedlu aferę, bo próbował oddać Kościołowi kawałek boiska szkolnego na budowę nikomu niepotrzebnej kaplicy. Ludzie zaczęli protestować i Ferenc musiał się wycofać. A potem jeszcze dostał baty w wyborach. Jakże to nie pasuje do stereotypów o klerykalnym Podkarpaciu, nieprawdaż, państwo redaktorzy?

Jak widać, w wyborach lokalnych nie ma miejsca na myślenie kalkami partyjnymi. Liczy się to, co który działacz robi, a nie do której partii należy. To tylko głupi, niezorientowani dziennikarze tworzą szkodliwe mity.

A mit o zacofanym, klerykalnym Podkarpaciu jest szkodliwy, bo sam siebie nakręca: Im bardziej region jest przedstawiany jako ciemna, zabobonna prowincja, tym mniejszą „światli” mieszkańcy „metropolii” mają ochotę, żeby go doinwestowywać. I szafa gra, rząd jest zadowolony, że udało się zaoszczędzić trochę grosza pod ładnym pretekstem budowania „lokomotyw rozwoju”.


* W razie jakby ktoś nie wiedział: W Trylogii Sienkiewicza zły Azja ukrywa się pod przybranym nazwiskiem dobrego pana Mellehowicza. W Trójce leci od lat „Rycerzy trzech”, parodia Trylogii. W audycji wszyscy z grzeczności udają, że nie wiedzą, kim jest ten pan. Jednak ile razy pada jego nazwisko, tyle razy komuś wypsnie się: „hłe hłe, Mellehowicz”.

Wnioski z urlopu

Odwołam się do dość zleżałego tekstu pana Gadomskiego („Polska w sercu wandala”), w którym tworzy obraz Polaka z południowo-wschodniej części naszego kraju – wyrzucającego śmieci po lasach, nie działającego dla dobra wspólnego, budującego okropne domy-gargamele, nie lubiącego obcych.

Gorący patriotyzm deklarowany przez większość Polaków kłóci się z niskim poziomem kapitału społecznego, czyli gotowością do podejmowania działań wspólnotowych. Lasy stają się wysypiskami śmieci, a dotyczy to także (a może przede wszystkim) Polski południowo-wschodniej, szczególnie „patriotycznej”, katolickiej i wspólnotowej. Miłość do Polski nie jest przeszkodą w dewastacji polskiego krajobrazu zaszpecanego koszmarnymi budami, billboardami i „pałacykami” w stylu Gargamela.

Spędziłem 2 tygodnie na Podkarpaciu, w mojej rodzinnym zakątku. Obecnie bywam tam co jakiś czas, wedle rodziców za rzadko. I dlatego mam świeże, krytyczne spojrzenie na to co tam się dzieje. Jednak mimo zapewnień pana Gadomskiego, śmieci tam dużo mniej niż w Warszawie czy w województwie mazowieckim (widziałem w Dolince Służewieckiej worek śmieci położony przy latarni, obok jechały samochody czy też śmieci wyrzucane na trawniki) . Podobnie jakoś nie natknąłem się na sterty śmieci zalegające po lasach, co do niedawna było normą w lasach wokół Legionowa. Znam przypadek mieszkańca jednego z największych miast w Polsce, który mieszkając w domku jednorodzinnym oszczędzał na wywozie śmieci i codziennie jadąc do pracy wstępował na osiedle-blokowisko, aby tam wyrzucić swoje odpadki. Daję głowę, że w Warszawie pełno jest takich zaradnych i do tego z siebie dumnych. Podobnież Warszawa i jej okolice biją cały kraj w ilości syfnych billboardów, koszmarnych bud czy gargameli (może Podhale jednak konkurować o palmę najohydniejszej części Polski pod tym względem). Po przyjeździe z Niemiec, gdzie szyld jest wykonany prawie jak dzieło sztuki, Warszawa jawi się jako miasto z azjatyckim bajzlem, gdzie im więcej i z bardziej krzykliwymi kolorami, tym lepiej. Jednak Podkarpacie z paroma wyjątkami (na ich policzenie wystarczą palce z jednej dłoni) jest oazą spokoju dla zmęczonych oczu tym warszawskim, wielkomiejskim (sic!) burdelem. Ale jak zwykle GW swoim czytelnikom ukazuje niby-landię (Podkarpacie), gdzie jest gorzej niż w Polsce A. Pod każdym względem. Rzygać się chce od tego. A czytelnicy łykają te bzdury jak młody pelikany.

PS. Co do unikania podatków i pracy na czarno, to są to procesy niezależne od sympatii politycznych. A budowa oczyszczalni ścieków została wyśmiana przez panią minister rozwoju regionalnego jako działanie na rzecz małych ojczyzn. Tak więc pan Gadomski powinien również wysunąć zarzut ten także pod adresem pani minister, pochodzącej ze Śląska Opolskiego, jakże prężnego i samorządowego.

Czas na dżihad!!

 

Ogłaszam świętą wojnę wobec polityki ekonomicznej rządu i pomysłów niektórych ekonomistów. Kolejny artykuł tłumaczący dlaczego należy inwestować tylko w bogatsze regiony, bo biedne tylko przejadają (dla mnie jest to przykład głupoty naukowej, ale o tym poniżej). Znów oparty na błędnych twierdzeniach i założeniach, a także na dziwnym wyobrażeniu wschodu Polski jako pustyni ekonomicznej i gospodarczej. Niepokojące jest traktowanie ściany wschodniej jako obszaru wiecznie biednego i konstruowanie nowych argumentów jakoby mających to ukazać. Dodatkowo ignorancja co do priorytetów UE. Ale po kolei.

Wystarczy dobrze poszukać (co dziennikarze nie czynią) i znaleźć dowody na to, że kraj rozwija się nierównomiernie, ale inaczej niż przedstawia wspomniany artykuł. Pan Gorzelak twierdzi, że : Możemy pomóc ludziom, ale to nie znaczy, że wschód Polski nagle zacznie się bardzo szybko rozwijać. Owszem, będzie się rozwijać, ale wolniej niż bardziej atrakcyjne i już wyżej rozwinięte obszary. Cudów nie ma.

Jednak są, jak? Popatrzmy uważnie i przeanalizujmy załączony do artykułu obrazek ukazujący rozwój Polski. Co z niego wynika?? Ano to, że na pierwszym miejscu w rozwoju województw w latach 1994-2004 jest Mazowieckie, a na drugim … Podkarpackie (sic!!), a dalej tzw. bogate województwa czyli Małopolskie i Wielkopolskie, a na 5. zaliczane do ściany wschodniej Świętokrzyskie. Popatrzmy inaczej, które z bogatych regionów rozwijały się szybko (czyli dobrze korzystały z dorobku PRL-u w okresie III RP)? Mazowieckie (nic dziwnego, setki firm zagranicznych mają swoje filie albo polskie spółki-córki w stolicy), Małopolskie, Wielkopolskie, Pomorskie i Śląskie. Co z Dolnośląskim i jego stolicą Wrocławiem lub z Zachodniopomorskim?? Powoli się rozwijają, przejadają głównie swój dorobek, mimo lokalizacji wzdłuż granicy z Niemcami i bliskości Berlina i Drezna. Powiedzmy szczerze, że z okresu PRL-u pewna ilość województw wyszła obdarowana prezentami od władzy ludowej w postaci zakładów przemysłowych, dobrego połączenia drogowego i kolejowego, a resztę zaniedbano celowo przez politykę. Rzut oka na biedne województwa. Które z nich rozwijają się szybko, mimo biedy z okresu PRL-u?? Cała ściana wschodnia (ze Świętokrzyskim, które dla mnie jest zawsze wtłaczane w ramy wschodu w sposób niepojęty). Ale to przeczy tezie pana profesora. Nie szkodzi, pan Gorzelak na to oczywiście znajdzie inne argumenty. Tylko ściana zachodnia rozwija się powoli i słabo, o czym świadczą cztery ostatnie miejsca w rankingu!!! O tym nikt nie pisze, bo to niepolityczne. Cztery województwa, pomimo ich intensywnej odbudowy w ramach zasiedlania tzw. Ziem Odzyskanych, ich wspierania ekonomicznego kosztem ściany wschodniej, są w ogonie. I jeszcze podczepiane są niektóre podstrefy ekonomiczne ze ściany zachodniej pod strefy w Podkarpaciu, o czym już pisałem w notce „Rozwój Polski wedle widzimisię PO„. A przecież, wedle tego profesora, to Podkarpacie jest biedne i nie warto je rozwijać. Myślenie życzeniowe??? Więc jak, są cuda czy ich nie ma, panie profesorze?? A może Wrocław to już ściana wschodnia na zachodzie? A może dokonano zmiany nazewnictwa stron świata w Polsce, a ja o tym nie wiem, będąc w Augsburgu?

Drogi są warunkiem koniecznym dla rozwoju, ale niewystarczającym – słabo rozwinięte regiony Europy Zachodniej mają wiele świetnych, ale zupełnie pustych dróg, bo mało kto ma interes po nich jeździć.

Cudowne stwierdzenie. Wielu inwestorów boi się produkować na ścianie wschodniej z jednego powodu. Braku dobrego połączenia z resztą Europy, brak szybkiej sieci kolejowej, brak autostrady. Mój teść miał ten problem, gdy chciał produkować podzespoły dla swoich niemieckich partnerów. Więc dla mnie jest to ostatnia przeskoda utrudniająca rozwój wschodu Polski. Ponadto czy pan profesor widział co się dzieje na obecnej S19? Jakie ilości samochodów ciężarowych jeżdżą, ile TIR-ów tam się porusza. Rozjeżdżają one również lokalne drogi i ulice w miastach, gdzie władza centralna oczywiście zapomniała zbudować objazdy. Radzę zejść z firnamentu własnych złudzeń i popatrzeć dokładnie, co się dzieje. Powtarzam po raz kolejny, Podkarpacie potrzebuje tylko A4, ekspresowej S19 oraz wyremontowanej linii kolejowej Rzeszów-Warszawa i Rzeszów-Kraków. O resztę się nie martwcie.

Bo na rozwoju regionów w Polsce ciążą podziały historyczne i geograficzne. Wisła pod koniec średniowiecza była filtrem, przez który niewiele impulsów modernizacyjnych przenikało na wschód. Podział ten był później wzmocniony przez granicę między zaborem rosyjskim i pruskim. Granica ta istniała 103 lata, a od 90 już jej nie ma – lecz ciągle jest widoczna! Kapitał lokuje się tam, gdzie już istnieją pewne tradycje rozwoju, gdzie silne są postawy promodernizacyjne, gdzie samorząd jest sprawny i aktywny, gdzie inwestor znajdzie wykwalifikowanych i silnie motywowanych pracowników. Idzie jednocześnie tam, gdzie jest łatwo dojechać. Wygrywają więc duże miasta i zachodnia część kraju.

Trochę historii. Linia modernizacji przebiegała nie na Wiśle w średniowieczu, ale na Odrze. Dodatkowo Mazowieckie i Łódzkie też było w zaborze rosyjskim, a mimo to są zaliczane do regionów bogatych. Warmińsko-Mazurskie w zaborze pruskim, Podkarpackie w zaborze austriackim, a są podawane jako przykład biedy wschodniej, dlaczego? Uproszczenia tylko zaciemniają rzeczywistość. Wedle już cytowanej wyżej mapy, zachodnia ściana rozwija się słabiej niż wschodnia. Jak sprawdzić to? Popatrzeć wystarczy na lokalne drogi i wygląd gmin. Podkarpacie to przykład ciężkiej pracy lokalnej społeczności, a dla mnie to zachód ukazuje lenistwo władz samorządowych. Niedawno był artykuł o pewnej gminie Morawicy, która szybko się rozwija. Gdzie ona się znajduje? W zaliczanym do ściany wschodniej Świętokrzyskim, gdzie podobno jest biednie. Nie w opiewanym przez pana Gorzelaka gospodarnym zachodzie kraju. To w gminie Czudec działa jedyna w Polsce, a może i w Europie sieć gminna oferująca darmowy dostęp do internetu każdemu mieszkańcowi gminy. I znowu wschód Polski jest innowacyjny. Rzeszów też ma własną sieć miejską, zbudowaną dzięki wsparciu przez UE. Nie mityczny zachód, lecz wschód Polski. To jest owy wysiłek modernizacyjny. Ale pewnie dla pana profesora i jego wyznawców jest to przejadanie pieniędzy z UE, bo na co komu internet?? Dziwnym trafem Rzeszów wysoko jest oceniany w konkursach na gminę przyjazną przedsiębiorcom (2007) Mam dla pana Gorzelaka niespodziankę – ranking najbogatszych miast w Polsce. Rok 2006 – Rzeszów miejsce 5, Gdańsk 5, Kraków 7, Łódź 13. Rok 2001 – Rzeszów 4 miejsce, Gdańsk 8, , Łódź 14, Kraków 15. Gdzie są te bogate metropolie z zachodu?? Inny konkurs. Gmina Fair Play, edycja za 2007. I znów dwukrotnie Rzeszów uhonorowany (wyróżnienie honorowe w kategorii miast dużych, certyfikat). Przypadek? Nie, gdyż we wcześniejszych edycjach Rzeszów też otrzymywał nagrody. Gdzie ta biedna ściana wschodnia??

Denerwujące są ponadto komunistyczne ciągoty budowania najważniejszych dróg w kraju do i od stolicy. Ciąg komunikacyjny w Europie na Ukrainę wiedzie drogą E40, czyli na południu. Pan profesor chce wybudować drogę do Lwowa z Warszawy. A co z dojazdem do Warszawy? Jak wszyscy tam będa się zjeżdżać Via Baltica, A2, A1 to dopiero będzie kocioł. Lepiej jest puścić ruch południem Polski, na czym skorzysta Podkarpacie i omijać centrum, gdyż inaczej dojdzie do zatorów komunikacyjnych.

Podsumowując. Jeśli nie opłaca się wspierać regionów biedniejszych (co nie oznacza słabiej rozwijających się) w Polsce, to dlaczego UE wspiera w ogóle Polskę?? Przecież to biedny kraj, w stosunku do Niemiec, Francji, Danii, Szwecji, Finlandii, Holandii, Belgii, Austrii, Hiszpanii, Włoszech, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Estonii, Łotwy, Czech, Luksemburga. Lepiej inwestować w te bogatsze kraje, nikt nie powiedział, że Polska nie może trochę opustoszeć, przecież tu nie trzeba budować nowych dróg (bo kto po nich ma jeździć, jak większość wyjedzie), turystyki masowej nie da się uprawiać (gdzie nam do Włoch, Hiszpanii czy Francji), poziom naukowy jest słaby, produkowane wyroby są mało innowacyjne, na mleku i mięsie się nie wzbogacimy. Wszystko to co chce profesor uczynić ze ścianą wschodnią. Czy pan profesor chce u nas drugiej Rosji, gdzie rozwijają się tylko duże wybrane miasta, a dookoła bieda z nędzą??


P.S. [anuszka]: Łatwo znaleźć w internecie ekspertyzę autorstwa prof. Gorzelaka: Strategiczne kierunki rozwoju Polski Wschodniej, ekspertyza dla potrzeb opracowania
Strategii rozwoju społeczno-gospodarczego Polski Wschodniej do roku 2020
. Została ona sporządzona w roku 2006, a więc jeszcze za rządów PiS.

Ciekawostka: Niektóre twierdzenia prof. Grzelaka z wywiadu są odwrotne do tych, które opublikował w swojej ekspertyzie!

Dziś:Kiedy zaczną znikać różnice między słabszymi i mocniejszymi regionami?
W przewidywalnej przyszłości one nawet będą rosnąć, tak jak rosły przez ostatnich kilkadziesiąt lat, nawet za czasów PRL. Tak się dzieje w większości krajów, bowiem metropolie „uciekają” pozostałym regionom. Trudno wyobrazić sobie, by najbiedniejsze regiony Polski wschodniej nagle zaczęły rozwijać się szybciej niż Warszawa, Poznań czy Wrocław.
W 2006:Szacunkowa ekstrapolacja dotychczasowych tendencji rozwoju poszczególnych polskich województw wskazuje na trwałe tracenie dystansu regionów najsłabiej rozwiniętych do obszarów metropolitalnych. Dziś:Jak zatrzymać tych, którzy chcą opuścić wschód?
– A czy można to w ogóle zrobić? To naturalny proces na całym świecie. Zastanówmy się: czy chodzi nam o dobro 40 hektarów ziemi, czy 400 ludzi, którzy na nich żyją? Mnie się zdaje, że powinno nam chodzić o ludzi. Ludzie migrują, bo wolą lepsze, wygodniejsze życie. Ono bardzo powoli przychodzi do nich na wieś.
Wschód się wyludni. Czy to nie będzie problem?
– A dlaczego cały kraj ma być równo rozwinięty i równie zagęszczony? Dlaczego Polska wschodnia ma nie być bardziej pusta?
W 2006:Przeciwdziałanie „ucieczce mózgów”, zarówno do innych regionów kraju, jak i za granicę – przy jednoczesnym zachęcaniu specjalistów z innych krajów do podejmowania pracy w regionie.
Należy w tym celu stosować wielorakie instrumenty w celu zatrzymania osób najaktywniejszych i najwyżej wykształconych, co można osiągać fundując stypendia, umożliwiając szybki awans w administracji publicznej, promując kariery naukowe, pomagając w uzyskaniu mieszkania itp. Trzeba w tym celu skoordynować działania sektora publicznego i biznesu, a także placówek akademickich i naukowo-badawczych w regionie i poza nim.

Rozwój Polski wedle widzimisię PO

 

Ponad pół miesiąca temu w „Wysokich Obcasach” był wywiad z minister rozwoju regionalnego, Elżbietą Bieńkowską (wywiad). Zaprezentowana tam wizja wspierania regionów wschodnich jest moim zdaniem katastrofalna.

Ma jasną wizję: pieniądze z Unii powinny głównie trafiać do silniejszych, bardziej uprzemysłowionych i rozwiniętych regionów Polski, które – jeśli się będą dynamicznie rozwijać – pomogą uboższym. Będą „lokomotywą”, która pociągnie za sobą skład. – Nawet jeśli będziemy przeznaczać najwięcej pieniędzy z dotacji unijnych na rozwój uboższych regionów kraju, to nie zniwelujemy wieloletnich opóźnień w ich rozwoju – mówi. I tłumaczy: w przypadku ubogich części kraju trzeba inwestować w podstawową infrastrukturę, bogaci tymczasem dostają nowoczesne technologie. To do tych drugich przychodzą inwestorzy, tam powstają parki technologiczne. Trzeba wspomagać bogatych, żeby pomogli uboższym.

Wizja rozwoju nowej minister jest niebezpieczna i niezgodna z polityką regionalną UE. Odebrać biedniejszym i dać bogatszym, to typowe zaognianie społeczeństwa. Tym bardziej, że pani minister uważa, że to się może udać. Ona ma wątpliwość, nie ma pewności, że na pewno się uda. A co jeśli te bogatsze regiony po prostu źle zainwestują? A jeśli się uda, czy tak samo chętnie pomogą wschodniej Polsce jak dotychczas to czyniły? Nie, to tylko pobożne życzenia, gdyż wielu, wręcz zaskakująco dużo ludzi z zachodniej i centralnej Polski wierzy, iż wciąż muszą pomagać finansowo Polsce wschodniej, a ta odwdzięcza się głosowaniem na partie populistyczne i konserwatywne. Tylko nikt nie zastanowił się dlaczego tak jest? Wbrew twierdzeniom pani minister, wschód Polski nie zyskał przez ostatnie 2 lata rządów PiS-u. Tyle trwa nierozwiązywalny problem z lotniskiem koło Rzeszowa Jasionką, ważnym dla rozwoju tego regionu. Tak naprawdę od zakończenia II wojny światowej, to centralna i zachodnia część Polski wysysa siły ze wschodniej. Wpierw odbudowa Warszawy, potem industrializacja Śląska, Małopolski, Mazowsza, Pomorza. Przy okazji zasiedlanie i odbudowa gospodarcza tamtych terenów. Mało tego, świadoma polityka wewnętrzna była dodatkowym czynnikiem utrudniającym rozwój Polsce Wschodniej. Jak wiadomo, stosunek rządzących komunistów do konserwatywnie i antykomunistycznie nastawionego chłopstwa był co najmniej chłodny. Strajki chłopskie za czasów Solidarności to przede wszystkim Polska wschodnia. Tak więc przez ostatnie 60 lat, ta część Polski była i jest upośledzana przez rządzących celowo. Nic dziwnego, że głosują ludzie tutaj mieszkający na partie obiecujące spokój i ład społeczny. Jeśli ktoś mnie nie wierzy, to polecam zobaczyć z jakich podstref spoza Podkarpacia składają się strefy ekonomiczne działające na ścianie wschodniej, przykładowe:

1. mielecka – podstrefa MSSE w Gorlicach, chociaż to już bogata Małopolska, to jednak nie włączone do strefy krakowskiej. Dlaczego? Jaki jest związek tego miasta z biednym Podkarpaciem (swego czasu ten powiat miał możliwość wyboru województwa i wybrało małopolskie jako lepsze do rozwoju)? Czy może dlatego, aby nie psuć sobie statystyki słabymi wynikami ekonomicznymi tej podstrefy? A może dlatego, że by ta podstrefa nie powstała w ramach krakowskiej strefy ekonomicznej?

2. tarnobrzeska – podstrefy TSSE w Wojniczu (sytuacja ta sama co z Gorlicami) i Kobierzyce – a to już jest mistrzostwo świata. Podpinanie się pod biedne województwo, tylko po to aby mieć lepszy rozwój. Budowa sukcesu ekonomicznego na bazie Podkarpacia i nie przyznawanie się do tego, też wiele mówi. Dlaczego ta podstrefa nie jest włączona do Wałbrzycha? Może dlatego, że inaczej by nie powstała?

 

Jeszcze jedno, kwestia cen gazu ziemnego na Podkarpaciu, gdzie wydobywa się 45% krajowego wydobycia tego surowca. Wydobycie roczne wynosi na tych terenach 2 mld m3, a zużycie 1,7 mld (dane PGNiG Sanok). W jaki sposób mieszkańcy Podkarpacia przepłacają za gaz? Ano spójrzmy na tabelę nr 6 (Stosunek kosztu wydobycia gazu krajowego do gazu z importu) na stronie Urzędu Regulacji Energetyki. Różnicę między kosztem wydobycia gazu na Podkarpaciu a ceną gazu z importu pokrywa mieszkaniec tych terenów. Dlaczego przypomina mi to politykę kolonialną? Dlaczego mieszkaniec Warszawy lub Krakowa zarabiający przeciętnie dwa razy więcej lub półtora niż mieszkaniec Rzeszowa, ma mieć ułatwienia co do ceny gazu? Przecież prawo rynku mówi, iż jeśli jakieś dobro trzeba transportować do miejsca sprzedaży, to cena tego dobra rośnie o koszty transportu i te koszty ponoszą konsumenci. A nie producenci lub mieszkańcy okolic miejsca wydobycia. Taka jest prawda o wspieraniu ekomonicznym Polski wschodniej przez resztę kraju. Należy wreszcie uzmysłowić sobie jak trwałe są mity i jak ludzie chętnie w nie wierzą.

Okazuje się, że brednie w stylu, że dotychczas środki z funduszy europejskich przeznaczane były na konsumpcję w Polsce wschodniej albo że są to tereny opóźnione w rozwoju o 200 lat, są wciąż żywe wśród tzw. elity polityczno-naukowej. Cytuję:

Prof. Marek S. Szczepański, socjolog z Katowic, mówił ‚Gazecie’ na początku grudnia: – Kraje odnoszą sukces wtedy, kiedy inwestują w regiony lokomotywy. Bo to one mogą dać odpis dla tych, które sobie nie radzą. Wschód Polski jest biedniejszy od zachodu o prawie dwieście lat! Trzeba wierzyć, że przedwiślańska część kraju będzie w stanie wygenerować takie zyski i takie technologie, które będzie można transferować do wschodniej części. Lokując pieniądze bezpośrednio tam, niczego się nie załatwi. Samorządowiec (anonimowo): – Na pytanie, czy państwo powinno ingerować w rozwój regionów, czy wspomagać go, Bieńkowska odpowiada: wspomagać. Na pewno dałaby biednemu wędkę, a nie rybę. Rząd PO stanie za trzy, cztery lata, gdy przyjdzie planować dotacje na przyszłość, przed trudnym problemem: dać biednemu wschodowi na przejedzenie, czy zachodowi na rozwój.

Panu profesorowi radzę pojeździć po wsiach podkarpackich i dolnośląskich. Różnica wielka, na niekorzyść wsi z zachodniej Polski. Droga krajowa nr 3 od A4 do Jeleniej Góry jest w gorszym stanie niż droga powiatowa do Lubaczowa!! A domy odnawiane i remontowane, to głównie ściana wschodnia. Ponadto wedle danych GUS-u, na jeden traktor przypada na Podkarpaciu mniej hektarów niż w reszcie kraju, w tym niby bogatszych rejonach. Mniej czyli ilość drogich traktorów jest większa niż średnia, co oznacza, iż wcale tak biednie tu nie jest. A ten anonimowy samorządowiec to się z księżyca urwał. Niech sobie zobaczy, gdzie w Polsce w jakim mieście i jakiej gminie można korzystać z internetu za darmo. Nie Warszawa, nie Kraków czy inne duże miasta. To wyśmiewany i niepozorny Rzeszów i gmina Czudec potrafiły zrobić takie ułatwienie dla swoich mieszkańców. Jeśli to jest owe konsumowanie, to ja jestem Eskimosem. Dla chętnych polecam artykuły (artykuł Jakuba Medka, dobreprogramy.pl, Wiadomości24 o Czudcu) i strony www (UM Resman, Resman, Czudec). Na przykładzie województwa podkarpackiego widać jak ważne jest odpowiednie inwestowanie. Nie jakieś wielkie zakłady ciężkiego przemysłu (utrudnia to największa ilość terenów chronionych w Polsce, wedle danych GUS-u Podkarpacie to najbadziej chronione i czyste województwo Polski), ale wybrana branża i nowoczesne technologie. Jeśli błędnym było stworzenie darmowych sieci (ewenement na skalę światową), to gratuluję poczucia rzeczywistości. Apeluję tylko o jedno: niech wreszcie zostanie zbudowana autostrada A4 do granicy z Ukrainą (pierwotne plany określały, że ma ona się kończyć koło Rzeszowa i miano ją zbudować koło 2025 roku), S19 przez ścianę wschodnią i lepsze połączenia kolejowe z resztą Polski, w tym z Warszawą. O nic więcej się nie martwcie. My sami o siebie zadbamy. Już teraz budujemy Dolinę Lotniczą, gdzie rząd Polski nawet nie pomógł dobrowolnie, a wiele firm z zachodniej i centralnej części kraju chce się włączyć.

Co prawda w formie żartu umyśliłem sobie oderwanie Podkarpacia od Polski i przyłączenie go do Słowacji (bo jest w UE). Ale kto wie, może wtedy by wreszcie reszta tego kraju zrozumiała, kto tak naprawdę haruje na ten ich rozwój i bogactwo. Tak narzekają, szczeólnie w Warszawie, że jest osób napływowych ze wschodu Polski u nich. Zapominają, że kapitał ludzki to też forma inwestowania, szczególnie teraz. Bez tego, musieliby pracować za trzech lub sprowadzać obcokrajowców. Więcej uznania dla nas, mieszkańców ściany wschodniej. Biedniejsi, to wcale nie gorsi. Jak tzw. Ziemie Odzyskane czy Warszawa były ubogie, to nikt tutaj nie narzekał, że trzeba biedaków wspierać i im pomagać. Taka to jest wdzięczność po latach.

 

 


PO kopie sobie grób

 

Jeszcze nie ma rządu PO-PSL, a już mnie zwycięzca wyborów parlamentarnych wkurzył. Czym? Ano tym. Cudownie, jeszcze brakuje aby PO nakazało rozebranie torów na tzw. ścianie wschodniej i użycie ich na budowę szybkiego połączenia kolejowego Wrocław-Warszawa i Poznań-Warszawa (linia Y). Chcą zrobić druga Irlandię, a nawet nie potrafią pomyśleć dobrze jak to zrobić. Jak na razie to wschodnie województwa Polski same sobie radzą, mimo przeciwieństw losu i oporów kół rządowych. Przykład poszerzenia Rzeszowa i 2-letnie perypetie z Jasionką to idealna lekcja na konflikt samorządowców z władzą rządową. Jakim cudem zagraniczne przedsiębiorstwa mają tu inwestować jak nie ma dobrego połączenia drogowego z Europą Zachodnią i Północną. Jedyna autostrada jak ma być czyli A4 jest planowana na jakieś 2012 (jak dobrze pójdzie, rząd Marcinkiewicza chciał ją zbudować do 2020r.), S19 wyrzucają z planów (przecież Via Baltica może pójść przez Warszawę i Łódź), a dojazd do centrum kraju może wieść przez drogi krajowe (mocno zniszczone), bo S74 wiedzie przez Gosiewo czyli Kielecczyznę i dlatego się ją likwiduje. W ten sposób PO już teraz buduje przeciwko sobie duży elektorat, daje PiS-owi szansę na zwycięstwo w kolejnych wyborach.

Najprościej to płakać i żalić się, że ściana wschodnia głosuje na populistów. A nikt nie zapytał: „Dlaczego?? Co takiego jest, że AWS, PiS czy LPR mają tu poparcie?”. Oprócz konserwatyzmu chłopskiego i silnych wartości katolickich jest jeszcze coś. Złość na „elytę”. My, tu nie potrzebujemy łaszenia się do wyborców, tylko oferty konretnej i realizacji zadań państwa, na które też mieszkańcy tych terenów ponoszą podatki. Przecież już teraz wsie i miasta oraz ich mieszkańcy sobie radzą sami w większości spraw, nieoglądając się na państwo. Porównajcie wieś pod Rzeszowem i wieś pod Krakowem. Ładniej, bogaciej i lepiej jest na Podkarpaciu niż w Małopolsce*.

Niech PO nie odwraca się od ściany wschodniej, bo tam są wyborcy PiS-u; niech PSL przypomni sobie skąd jego korzenie i gdzie zawsze miał posłów. Ogromna szansa jaka stoi przed nimi to wyrwanie wreszcie wschodnich województw z biedy, do jakiej doprowadzili rządzący w Warszawie. Notabene, podobną politykę dotychczas prowadziły rządy ukraińskie. Zachód Ukrainy to drogowy księżycowy krajobraz, ale wystarczy wjechać do centralnej części i jechać na wschód czy południe, aby nie czuć różnicy między Polską a Ukrainą. Tam karali Lwowszczyznę za niepokorność, u nas karają ścianę wschodnią za to samo.

* Rzeszów jest 5. najbogatszym miastem wojewódzkim w Polsce. W województwie podkarpackim liczba samochodów na mieszkańca należy do najwyższych w kraju. [przyp. Anuszki]