Rosyjskie memy o meteorycie

Mieszkańcy meteorytu zе zgrozą obserwowali zbliżanie się Czelabińska.

-A u was meteoryty świeże?
-Świeże, dziś przywieźli.

Dzień Szklarza w Czelabińsku.

Najnowsze wiadomości:
Dziś rano w Czelabińsku niczego nie było.

Czelabińsk, wróciłam!
Zemsta to danie, które serwuje się na zimno.

Sklep nieczynny z powodu upadku meteorytu.

Walentynkę dostali?

Który twardy czelabiński romantyk obiecał ukochanej
14 lutego gwiazdkę z nieba?

Czelabińsk

Czelabińska huta cynku jest tak twarda,
że wydobywa rudę prosto z kosmosu.

T-shirty. Ogromny wybór, wyprzedaż.
Uderzenie po cenach!

Komu się nie podoba, że jestem w Rosji,
niech rzuci kamień!

Dmitrij Anatolijewicz i Władimir Władimirowicz
testują nowy system obrony przeciwmeteorytowej

Niechcący strollowałam prawdziwych mężczyzn katolickich

Napisałam kiedyś parodię, która miała obśmiewać kościelne publikacje pouczające kobiety, jaką powinna być prawdziwa kobieta. Aż tu nagle… Kilka kościelnych stowarzyszeń wzięło ją na serio!

Na facebooku linkują ten tekst następujące organizacje:

 

Umiłowani bracia i siostry ze wspólnot katolickich! Mój tekst Mężczyzna – Boska tajemnica jest szyderstwem!

Mam widać nietypowe poczucie humoru, więc spróbuję wam je przybliżyć łopatologicznie:

Walka z mężczyzną i męskością jest elementem gry politycznej tych partii, które dążą do osiągnięcia pełni władzy nad wszystkimi dziedzinami ludzkiego życia. Mężczyzna – jako ojciec i podstawa silnej, niezależnej rodziny – jest przeszkodą dla tego typu partii. Dlatego robią one wszystko, aby mężczyzni przestali szukać swoich aspiracji i satysfakcji życiowej w karierze i życiu publicznym.

Ten fragment, z zachwytem cytowany przez internautę na stronie Marszu Mężczyzn, jest satyrą na artykuł ks. Marka Dziewieckiego Geniusz kobiety czyli – czym różni się kobieta od mężczyzny

Walka z kobietą i kobiecością jest elementem gry politycznej tych partii, które dążą do osiągnięcia pełni władzy nad wszystkimi dziedzinami ludzkiego życia. Kobieta – jako wychowawczyni i podstawa silnej, niezależnej rodziny – jest przeszkodą dla tego typu partii politycznych. Dlatego partie te robią wszystko, aby kobiety szukały swoich aspiracji i satysfakcji życiowych poza małżeństwem i rodziną. 

Czy nie zauważyłeś, umiłowany bracie, że mój tekst wyraża dezaprobatę dla mężczyzn nie dążących do kariery i nie czerpiących satysfakcji z działalności w życiu publicznym? Więc jak tam z twoją karierą? Czy jesteś już kierownikiem? A jak tam twoja działalność publiczna? Czy zostałeś przynajmniej przewodniczącym komitetu blokowego? Jeśli nie, to zrób rachunek sumienia, bo coś musi być nie tak z twoją męskością.

Ksiądz Dziewiecki powiada:

Współczesna walka z kobietą i kobiecością ma również podłoże ekonomiczne. Chodzi o to, by kobiety przyzwyczaić do pracy na dwóch etatach: w domu i w pracy zawodowej. **

A ja wam powiadam:

Walka z mężczyzną i męskością ma podłoże ekonomiczne. Chodzi o to, by mężczyzn przyzwyczaić do pracy na dwóch etatach: w domu i w pracy zawodowej. *

Umiłowany bracie! Czy nie za bardzo przyzwyczaiłeś się do łączenia pracy zawodowej z pracą w domu? Pamiętaj, że twoim podstawowym powołaniem jest kariera i życie publiczne! Wymaganie od ciebie opieki nad dziećmi, mycia garów i wyrzucania śmieci to podstępne odsuwanie ciebie od twego prawdziwego powołania!

Ksiądz Dziewiecki wie:

Kobietom trudno jest zrozumieć własną tajemnicę i specyficzne powołanie. **

Prawda? Kobiety są za głupie, żeby same z siebie być kobietami. Potrzebują guru, który by je nauczył. Dlatego myślałam, że takie odwrócenie porządku będzie groteskowe:

Mężczyznom trudno jest zrozumieć własną tajemnicę i specyficzne powołanie. *

A tu okazuje się, że nie. Nie doceniłam was. Teraz już rozumiem, że wy, bracia i siostry, niezależnie od płci musicie mieć guru, który wszystko wam powie. Nawet – jak prawidłowo być przedstawicielem swojej płci. Bo sami jeszcze moglibyście zbłądzić. Przecież wy, mężczyźni, też jesteście tacy głupiutcy.

Szkoda może, że tymi guru są – dziwnym zbiegiem okoliczności – zawsze mężczyźni. A przecież skoro ojciec Joachim Badeni OP jest najwłaściwszą osobą, by wytłumaczyć kobietom, czym jest „tajemnica kobiecości” – to na pewno jakaś zakonnica powinna być najwłaściwszą osobą, by wytłumaczyć wam, umiłowani bracia, tajemnicę waszej męskości. Przecież nikt tak się nie zna na byciu mężczyzną, jak kobieta żyjąca za klasztorną klauzurą.

Bielik-Robson o dyskryminacji kobiet na uczelni

Prof. Bielik-Robson w swoim wywiadzie-rzece wspomina dyskryminację kobiet na wydziale filozoficznym Uniwersytetu Warszawskiego, której doświadczyła, gdy studiowała w latach 80. Zacytuję ten fragment, bo zastanawiam się, czy nie jest tak, że z tych doświadczeń wyrósł polski ruch feministyczny, taki jakim widzimy go obecnie. Najbardziej znane polskie działaczki feministyczne pracowały lub studiowały na wydziałach humanistycznych właśnie w tamtych czasach.

Dziś – i w moim środowisku, wśród fizyków – rzeczy opisywane przez prof. Bielik-Robson są niewyobrażalne. To nie mogłoby się zdarzyć np. na wydziale fizyki UJ, w każdym razie nie za moich czasów. Gdy rozmawiam z koleżankami – fizyczkami z mojego pokolenia, one potwierdzają, że nie spotkały się na uczelni ze złym traktowaniem ze względu na płeć.

Po lekturze mam wrażenie, że fizycy to jest całkiem inne środowisko niż to, w którym przyszło pracować prof. Bielik-Robson. Ona sugeruje, że zła atmosfera wynikała z uwarunkowań politycznych: Ci wszyscy docenci marcowi, przypadkowi ludzie na stanowiskach – to oni jakoby psuli obyczaje.  Ale z drugiej strony, mowa też tam o prof. Kołakowskim, o którym nie można powiedzieć, żeby był na uczelni człowiekiem przypadkowym. Ciekawe, jak teraz jest na tym wydziale. Może już całkiem inaczej? O historii Instytutu Fizyki UJ wiem tyle, że był w przeszłości bardzo opozycyjny. Czy takie historyczne różnice mogły mieć wpływ na atmosferę międzyludzką? Nie wiem, jak to było z traktowaniem kobiet w IFUJ w latach 80. A może to kwestia formacji umysłowej – fizycy patrzą na konkretne osiągnięcia w nauce, a humaniści są bardziej wrażliwi na międzyludzką otoczkę? Trudno mi powiedzieć. To tylko moje prywatne odczucie, ale ja obserwuję, że moi znajomi naukowcy od nauk ścisłych po prostu wolą zajmować się robotą niż pierdułami.

Nagle zaczęli mnie uczyć jacyś smutni panowie w kręplinowych garniturach, wiecznie pijani, a jak nie pijani, to przynajmniej zionący jakimś dopiero co skonsumowanym trunkiem. Chamowato tam było, pomarcowo i chamowato.

(…)

Kobiety nie miały najlepiej na tym wydziale, tak bym to ujęła. Dyskomfort kobiet miał wiele wymiarów, począwszy od tego podstawowego, że panowała tam bardzo silna atmosfera męskiej konfraterni, wymuszając poczucie, że filozofia jest jednak męska. Pamiętam to jako osoba wówczase jeszcze nieobyta w feminizmie i niewrażliwa na te kwestie – bo mało kto tak naprawdę był na to wrażliwy w latach 80.

Mamy rok 1984, zdaję egzamin na filozofię i słyszę taki oto tekst: „A wie pani, jak tu jeszcze był Leszek Kołakowski – oczywiście przywoływany w roli wielkiego autorytetu – to zawsze siedział w komisji egzaminacyjnej i miał taką zasadę, że na każdym roku trzeba przyjąć kilka przytulnych niewiast, żeby ci chłopcy, którzy naprawdę będą uprawiać filozofię, mieli dla kogo się starać”. I jak to słyszę po zdanym egzaminie pisemnym na 5+. I co właściwie mam z tą wiadomością zrobić?!

– Bo może ty jesteś ta „przytulna”?

A może on mi to mówi, bo mam być akurat tą wyjątkową niewiastą, która będzie robić filozofię?  wszystkie inne niewiasty na moim roku to te przytulne? Czy może jest mu wszystko już tak obojętne, że potrafi coś takiego powiedzieć mi prosto w oczy? Co tu jest w ogóle grane? Okropna konfuzja już na wejściu.

Ten wydział był przez cały czas przepojony duchem lekceważenia wobec kobiet, podśmiewania się z nich, zniechęcania do tego, żeby brały czynny udział w dyskusjach. Prowadzący zajęcia potrafili ostentacyjnie je zamknąć, zaprosić kilku chłopaków na wódkę, a jak dziewczyny chciały się dołączyć, to mówili: panie to my możemy na lody wziąć, ale kiedy indziej. Takie klimaty.

A jeśli już się jakaś niewiasta zaplątała do Plastyków, gdzie oni głównie przesiadywali i chlali – bo inaczej tego nazwać nie można – to szybko padały różne oferty. Ja się nasłuchałam rzeczy potwornych, jakich dziś nawet dziewczyny, które się nie uważają za feministki, w życiu by nie zniosły. Naprawdę. Miałam trochę racji, sądząc w liceum, że to będzie szmaciany wydział, bo tam rzeczywiście było trochę towarzyszy szmaciaków. Tak jak mówię, peereliada tam panowała, szmaciarska.

Bardzo nieciekawe pokolenie

Czytam książkę Bielik-Robson. Żyj i pozwól żyć. Profesor Bielik-Robson kreśli portret swojego pokolenia, które studiowało pomiędzy 1981 a 89 rokiem. Bardzo nieciekawe pokolenie.

Wypracowali sobie etos destrukcji: Wszystko źle. Być z zasady wbrew. Na złość babci odmrozić sobie uszy. Na zadymie wybić szybę w restauracji, bo to komunistyczna restauracja. Gdy milicja spałowała, nie pójść do lekarza, bo to komunistyczny lekarz. Zdeptać trawnik, bo to komunistyczny trawnik. Krzyczeć, że w Polsce ma być normalnie i nie umieć odpowiedzieć na pytanie, co to właściwie znaczy „normalnie”. W 1988 emigrować, bo nic się w Polsce nie zmieni.

I co najciekawsze, są przekonani, że w ten sposób obalili PRL, tylko nikt tego nie docenia.

Starsi zrobili za nich wolną Polskę, a ci do dziś mają żal, że się nie załapali. Dużo mi to wyjaśnia z tego, co się dzieje w dzisiejszej polityce.

Kobiety za, a nawet przeciw

Środowiska feministyczne są zdania, że kobiety w Sejmie najlepiej zajmą się sprawami kobiet. Tak rozumianymi, jak to rozumieją feministki. Okazuje się, że to złudzenia.

Przeanalizowałam sejmowe statystyki głosowania w sprawie projektu zmiany ustawy o aborcji. Rzeczywiście nieodrzucenie projektu przeszło głosami mężczyzn (135 mężczyzn odrzucających i 214 mężczyzn nie odrzucających). Ale zauważyłam ciekawostkę:

W całym Sejmie odrzucających kobiet było mniej niż tych nieodrzucających! (53 : 56)

A to oznacza, że nadzieje środowisk feministycznych są nierealistyczne: Kobiety jako całość wcale niekoniecznie głosują w sprawie kobiecej tak, jak feministki by oczekiwały.

I choćby kobiet była połowa Sejmu, to w obecnym układzie partyjnym w sprawie aborcji one mężczyzn nie przegłosują. Same są mocno podzielone i tych konserwatywnych (lub obojętnych) jest więcej!

Dlaczego zwracam uwagę na te obojętne?

Osoby, które nie głosowały za odrzuceniem projektu to: przeciwne, wstrzymujące się i nieobecne. 

Jak już zauważyła gazeta.pl, nieobecna na głosowaniu była posłanka Anna Grodzka. Sztandarowa posłanka partii, w której środowiska feministyczne pokładają duże nadzieje. Partii, dla której – deklaratywnie – kwestia aborcji to niesłychanie ważna sprawa. Widać jednak nie aż tak ważna, jak np. kilka dni później ważne było dla PO inne głosowanie, na które dowieziono nawet chorego posła ze szpitala.

W PO była 1 posłanka nieobecna na głosowaniu. W RP – 1. W SLD – 1. Gdyby wszystkie trzy były obecne na głosowaniu, to może(?) przynajmniej można by napisać, że w całym Sejmie odrzucających i nieodrzucających kobiet było po połowie. Choć nie zmieniłoby to faktu samego podziału wśród kobiet.

Patrząc na poszczególne partie, wewnątrz PO, SLD i RP proporcja kobiet odrzucających projekt była większa, niż tych nie odrzucających projektu. PO – 46:25, SLD – 3:1, RP – 4:1. Platformie dostały się cięgi za to głosowanie. W każdym razie, mimo wszystko nawet w PO gdyby spytać same kobiety, to więcej z nich odrzuciłoby projekt.

Ciekawe jest, że w PO spośród 28 wstrzymujących się większość stanowiły kobiety (18). Otwarcie popierających projekt było tylko 6. Wygląda mi to na jakieś dylematy moralne – jednocześnie chęć bycia za i przeciw.

Wniosek

Wiadomo, że kobieta przesiąka poglądami człowieka, z którym sypia. Ostatecznie (Natura czy Bóg – nie będziemy się spierać) nie po to tak skonstruował mężczyzn, by setki tysięcy plemników się marnowały; wnikają one w ciało kobiety i przerabiają ją na obraz i podobieństwo mężczyzny, do którego ona należy. [1]

Jeśli ta hipoteza jest słuszna, to np. używanie prezerwatyw powinno spowodować większą niezależność żon i częstsze rozwody. [2]

Jakich by genów nie miała genetycznie zmutowana kukurydza czy świnia, to zostają one w żołądku rozpuszczone i strawione. Czyli zniszczone. [3]

Janusz Korwin-Mikke

WNIOSEK: Seks oralny z korwinistą jest bezpieczny!

Co czwarte dziecko w Polsce jest nieochrzczone?

W najnowszym Znaku debata o stanie Kościoła katolickiego w Polsce. Maria Poniewierska pisze, że liczba katolików w Polsce jest wciąż duża:

Według danych Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego w 2010 r. ok. 34 mln Polaków (89% populacji) było ochrzczonych w Kościele rzymskokatolickim. Badanie CBOS z ostatniej jesieni wykazało jeszcze wyższy odsetek osób przyznających się do katolicyzmu (95%).

Według autorki, co prawda spada poziom wiary i praktyk religijnych, ale przynajmniej liczebność Kościoła katolickiego w Polsce jest zadowalająca. Oczywiście publicystka złapała się z nadzieją tej lepszej liczby: aż 95%!

A tymczasem na mnie to zestawienie zrobiło wręcz przeciwne wrażenie. Bo zobaczmy: CBOS ankietował osoby w wieku powyżej 18 lat. Wśród tych dorosłych, 95% uważa się za katolików. Można założyć, że tylko osoby ochrzczone deklarują się jako katolicy. A zatem wśród dorosłych, ochrzczonych jest co najmniej 95%. Ale tylko 89% wszystkich Polaków jest ochrzczonych! Publicystki w ogóle nie zastanowiło, skąd ta dysproporcja?

A przecież ona oznacza, że wyjątkowo duży procent dzieci musi być nieochrzczonych!

Jak duży? Policzyłam to, biorąc z Rocznika Statystycznego informację, że osoby w wieku 3-17 lat stanowiły 18% Polaków, a w wieku 0-2 lat – 3% Polaków. Założyłam, że chrzty dorosłych to zaniedbywalny procent. Założyłam też, że należy odliczyć dzieci, które jeszcze są za małe, aby być ochrzczone, zatem przyjęłam ostrożnie, że dzieci w wieku 0-2 lat nie są ochrzczone w ogóle. Jest to założenie nie do końca prawdziwe, ale wypada i tak na korzyść Kościoła.

Z wyliczenia* wynika, że jeśli ochrzczeni stanowią 95% wśród dorosłych, to ochrzczeni muszą stanowić tylko 66% wśród dzieci, aby dać ogólną liczbę 89% ochrzczonych Polaków. A zatem 34% dzieci w wieku 0-17 lat nie jest ochrzczonych. Jeśli odliczyć od tego – w sposób maksymalnie ostrożny – dzieci, które być może są za małe na chrzest, ale zostaną ochrzczone w przyszłości, to dostajemy, że 22% polskich dzieci w wieku 2-17 lat nie jest ochrzczonych.

A zatem, według tych obliczeń, obecnie liczba dzieci, których rodzice nie chcieli ochrzcić, wynosiłaby pomiędzy 22% a 34% spośród wszystkich dzieci.**

Jeśli to prawda, to za kilkanaście lat ci młodzi ludzie wejdą do grupy dorosłych ankietowanych, a umrą najstarsi z dotychczasowej grupy dorosłych. I wówczas wyniki badań CBOS mocno się zmienią.


P.S. W komentarzach internauta Zabsko przedstawił inne wyliczenie na podstawie innych danych tegoż samego Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego. Otóż podano tam, ile dzieci było ochrzczonych w 2010 roku. Zabsko porównał to z danymi GUS o liczbie urodzin. Wówczas wynik jest całkiem inny – według takiego wyliczenia 94% dzieci zostało ochrzczonych.

Dziwne. Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego zbiera dane najprawdopodobniej z dokumentacji kościelnej. Więc nie wiem, dlaczego dane z tego samego Instytutu są aż tak rozbieżne? Jeśli 94% urodzonych w Polsce dzieci zostało ochrzczonych w 2010 roku, to jak to się dzieje, że 89% populacji Polski jest ochrzczonych? Wcześniej chrzczono mniej dzieci? 6% dorosłych w sondażu CBOS twierdzi, że są katolikami, choć nie byli ochrzczeni? CBOS zrobił aż 6-procentowy błąd? Zagadka.

*) Jeśli wliczyć dzieci w wieku 0-2 lat, to mamy: x*0.21+0.95*0.79=0.89 , zatem x=0.66, a 1-x=0.34. 
Jeśli odliczyć dzieci w wieku 0-2 lat, to mamy: 0*0.03+ x*0.18+0.95*0.79=0.89 , zatem x=0.78 , a 1-x=0.22 .

**) A tak naprawdę górna granica może być jeszcze większa niż 34%, gdyż przyjęłam, że ochrzczonych wśród dorosłych jest 95%, a przecież może być ich więcej. Gdyby teoretycznie przyjąć, że ochrzczony jest każdy dorosły (choć tylko 95% przyznaje się do katolicyzmu), to górna granica wzrosłaby do 47%.


Z dziejów polskiego antyklerykalizmu

Jacek Kuroń w książce Wiara i wina opowiada o spotkaniu 10 grudnia 1976 r. z biskupem przemyskim:

…Biskup Ignacy Tokarczuk opowiadał, jak wizytował wiejskie parafie. To się odbywa z wielką pompą: wyjeżdża naprzeciw banderia na koniach, święto jest i w ogóle cuda. W jednej wsi gdzieś na terenach silnego przedwojennego ruchu ludowego przyjęto go z niesłychaną zupełnie pompą, przekraczającą wszystko, co spotykało go gdzie indziej. Potem był obiad z Radą Parafialną i starzy chłopi mówią do niego:

– A wie ksiądz biskup, dlaczegośmy księdza biskupa tak witali?

Nie wiem.

– Jak w 1937 roku ostatni raz biskup do nas przyjechał, to nikt nie przyszedł, parę dewotek, myśmy w ogóle naprzeciw niemu nie wyjechali. A wie ksiądz biskup dlaczego? Dlatego, że on zwalczał strajk chłopski.

Tu biskup Tokarczuk mówi:

– Oni nie są tacy, ża jak jest sukienka duchowna, to zaraz będą słuchać. Nie, oni swoje wiedzą, o swoje wojują.

Tak mu powiedzieli jeszcze:

– Wy byliście przeciw nam, tośmy was nie witali, a teraz jesteście z nami i z tego powodu wam się należy. To są nasze przeprosiny dla tamtego biskupa, choć nie chcemy cofnąć tego, cośmy zrobili.

Poszłem

Pomyślałam sobie, że słowo „poszłem” powinno być celebrowane przez ten prąd polskiego feminizmu, który walczy przeciw dyskryminacji kobiet w strukturze języka. To chyba jedyny przykład w języku polskim, gdzie forma żeńska zdominowała formę męską.