Bielik-Robson o dyskryminacji kobiet na uczelni

Prof. Bielik-Robson w swoim wywiadzie-rzece wspomina dyskryminację kobiet na wydziale filozoficznym Uniwersytetu Warszawskiego, której doświadczyła, gdy studiowała w latach 80. Zacytuję ten fragment, bo zastanawiam się, czy nie jest tak, że z tych doświadczeń wyrósł polski ruch feministyczny, taki jakim widzimy go obecnie. Najbardziej znane polskie działaczki feministyczne pracowały lub studiowały na wydziałach humanistycznych właśnie w tamtych czasach.

Dziś – i w moim środowisku, wśród fizyków – rzeczy opisywane przez prof. Bielik-Robson są niewyobrażalne. To nie mogłoby się zdarzyć np. na wydziale fizyki UJ, w każdym razie nie za moich czasów. Gdy rozmawiam z koleżankami – fizyczkami z mojego pokolenia, one potwierdzają, że nie spotkały się na uczelni ze złym traktowaniem ze względu na płeć.

Po lekturze mam wrażenie, że fizycy to jest całkiem inne środowisko niż to, w którym przyszło pracować prof. Bielik-Robson. Ona sugeruje, że zła atmosfera wynikała z uwarunkowań politycznych: Ci wszyscy docenci marcowi, przypadkowi ludzie na stanowiskach – to oni jakoby psuli obyczaje.  Ale z drugiej strony, mowa też tam o prof. Kołakowskim, o którym nie można powiedzieć, żeby był na uczelni człowiekiem przypadkowym. Ciekawe, jak teraz jest na tym wydziale. Może już całkiem inaczej? O historii Instytutu Fizyki UJ wiem tyle, że był w przeszłości bardzo opozycyjny. Czy takie historyczne różnice mogły mieć wpływ na atmosferę międzyludzką? Nie wiem, jak to było z traktowaniem kobiet w IFUJ w latach 80. A może to kwestia formacji umysłowej – fizycy patrzą na konkretne osiągnięcia w nauce, a humaniści są bardziej wrażliwi na międzyludzką otoczkę? Trudno mi powiedzieć. To tylko moje prywatne odczucie, ale ja obserwuję, że moi znajomi naukowcy od nauk ścisłych po prostu wolą zajmować się robotą niż pierdułami.

Nagle zaczęli mnie uczyć jacyś smutni panowie w kręplinowych garniturach, wiecznie pijani, a jak nie pijani, to przynajmniej zionący jakimś dopiero co skonsumowanym trunkiem. Chamowato tam było, pomarcowo i chamowato.

(…)

Kobiety nie miały najlepiej na tym wydziale, tak bym to ujęła. Dyskomfort kobiet miał wiele wymiarów, począwszy od tego podstawowego, że panowała tam bardzo silna atmosfera męskiej konfraterni, wymuszając poczucie, że filozofia jest jednak męska. Pamiętam to jako osoba wówczase jeszcze nieobyta w feminizmie i niewrażliwa na te kwestie – bo mało kto tak naprawdę był na to wrażliwy w latach 80.

Mamy rok 1984, zdaję egzamin na filozofię i słyszę taki oto tekst: „A wie pani, jak tu jeszcze był Leszek Kołakowski – oczywiście przywoływany w roli wielkiego autorytetu – to zawsze siedział w komisji egzaminacyjnej i miał taką zasadę, że na każdym roku trzeba przyjąć kilka przytulnych niewiast, żeby ci chłopcy, którzy naprawdę będą uprawiać filozofię, mieli dla kogo się starać”. I jak to słyszę po zdanym egzaminie pisemnym na 5+. I co właściwie mam z tą wiadomością zrobić?!

– Bo może ty jesteś ta „przytulna”?

A może on mi to mówi, bo mam być akurat tą wyjątkową niewiastą, która będzie robić filozofię?  wszystkie inne niewiasty na moim roku to te przytulne? Czy może jest mu wszystko już tak obojętne, że potrafi coś takiego powiedzieć mi prosto w oczy? Co tu jest w ogóle grane? Okropna konfuzja już na wejściu.

Ten wydział był przez cały czas przepojony duchem lekceważenia wobec kobiet, podśmiewania się z nich, zniechęcania do tego, żeby brały czynny udział w dyskusjach. Prowadzący zajęcia potrafili ostentacyjnie je zamknąć, zaprosić kilku chłopaków na wódkę, a jak dziewczyny chciały się dołączyć, to mówili: panie to my możemy na lody wziąć, ale kiedy indziej. Takie klimaty.

A jeśli już się jakaś niewiasta zaplątała do Plastyków, gdzie oni głównie przesiadywali i chlali – bo inaczej tego nazwać nie można – to szybko padały różne oferty. Ja się nasłuchałam rzeczy potwornych, jakich dziś nawet dziewczyny, które się nie uważają za feministki, w życiu by nie zniosły. Naprawdę. Miałam trochę racji, sądząc w liceum, że to będzie szmaciany wydział, bo tam rzeczywiście było trochę towarzyszy szmaciaków. Tak jak mówię, peereliada tam panowała, szmaciarska.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s