Warszawa 1944

Wojciech Kętrzyński

Warszawa 1944

(Tygodnik Powszechny nr 21, 12.8.1945)

Trudno jest jeszcze o obiektywną ocenę powstania warszawskiego. Braknie nam dostatecznej perspektywy historycznej. Przeraża nas ogrom poniesionej ofiary. Patrzymy okiem przepełnionym zgrozą na szkielety domów, na ruinę naszych osiągnięć kulturalnych i ekonomicznych, na pustynię Starego Miasta. Las krzyżów, wyrastający z bram, z chodników, porozrzucane nieznane mogiły nie pozwalają zapomnieć, że Warszawa stała się cmentarzem najlepszych Polaków. Zbyt dużo żyje jeszcze w naszych wspomnieniach tych, którzy swe życie nie raz piękne i młode tak chętnie i ofiarnie wówczas oddali.

Wpływ jednak tych wypadków na. nasze obecne życie jest zbyt duży, by można było sobie pozwolić na odczekanie z oceną na prace historyka. Nie przesądzając wyniku przyszłych badań historycznych, nie wdając się w zbyt pełne namiętności polemiki polityczne – trzeba już dziś zrozumieć istotny sens wypadków warszawskich, ten sens najbardziej bezpośredni, który stanowi o wpływie powstania na nasze dzisiejsze życie publiczne.

Wśród powodzi wypowiedzi prasowych, którą wywołała sierpniowa rocznica, jeden pogląd przeważa w sposób zasadniczy. Oddając słuszny hołd bohaterstwu stolicy oddziela on tych, którzy za powstanie ponoszą odpowiedzialność od tych. którzy w nim brali osobisty udział. Potępiając winę jednych, wynosi pod niebosy ślepe bohaterstwo i poświęcenie drugich.

Jest w tym ujęciu pewne uproszczenie pojęć, które godzi jednak w istotny sens powstania warszawskiego. Nie sposób bowiem pomieścić zagadnienia tak ogromnej wagi pomiędzy rozgrywkami politycznymi i ślepym poświęceniem się milionowego miasta, i to miasta o tak intensywnym życiu wewnętrznym jak Warszawa.

Gdzież bowiem tkwiło źródło siły moralnej wykazanej przez społeczeństwo, gdzież tkwiło źródło, dwumiesięcznego bezprzykładnego bohaterstwa, które wykazał żołnierz bez różnicy płci czy wieku. Czy tylko w nienawiści do Niemca? Nie, Warszawa pokazała przez pięć lat okupacji, że potrafi walczyć z okupantem, lecz że się nie da sprowokować. Bardziej niż jakiekolwiek inne miasto wykazała Warszawa swoje opanowanie i spokój z jakim odpierała najgorsze zbrodnie niemieckie.

Trzeba jednak stwierdzić, że w swej historii nie była Warszawa nigdy tak długo i konsekwentnie poniewierana w swej godności jak przez Niemców. Im gorzej było w Warszawie, tym bardziej pogłębiała się i twardniała postawa społeczeństwa.

Istnieje poza osobistym bohaterstwem żołnierza oraz błędami dowództwa trzeci czynnik, charakteryzujący warszawskie powstanie. Jest nim świadoma postawa warszawskiego społeczeństwa. Wydaje się, że o niej dotychczas zapomniano.

Społeczeństwo warszawskie posiadało własną świadomość celów toczonej walki, świadomość wyższą ponad jakiekolwiek polityczne rozgrywki, czy personalne ambicje. I w tej świadomości kryło się istotne źródło siły, siły, która tkwiła w masach zarówno w każdym żołnierzu, walczącym na barykadzie, jak i w prostym cywilu tkwiącym w piwnicy.

W świadomości społeczeństwa warszawskiego powstanie musiało wybuchnąć, było oczywistą konsekwencją pięcioletniej walki z okupantem. Od pierwszego dnia wojny jasnym było, że Warszawa weźmie w toczącej się walce udział czołowy i bezkompromisowy. Społeczeństwo warszawskie zdawało sobie dobrze sprawę z faktu, te walka całego narodu została zogniskowana w stolicy. Czyn jej przeto, stanowił o postawie całej Polski. Podejmując wiec walkę w. sierpniu 1944 roku — Warszawa zdawała sobie sprawę, że postawiono ją przed faktem walki o suwerenność i godność narodu polskiego. Nie mogło być mowy o tym, by wojna przeszła przez ziemie polskie bez tego, by naród polski świadomym aktem nie zamanifestował swego w niej udziału. Ponieważ zaś walka została od roku 1939 skoncentrowana w stolicy, przeto w stolicy musiała się rozstrzygnąć. Warszawa, zachowując największy podziw dla bohaterstwa, oddziałów polskich, walczących w Rosji czy na zachodzie, nigdy nie przestała wierzyć, że główny ciężar walki spoczywa na kraju, przeto przede wszystkim na Stolicy. To bowiem stanowiło o naszym własnym poczuciu suwerenność. Dlatego w tej walce nie mogło być słabości ani wahań.

Są problemy, które naród polski na swój specyficzny, irracjonalny sposób pojmuje. Są to przede wszystkim honor i suwerenność. Jakiekolwiek naruszanie tych pojęć powoduje odruch rozpaczliwego protestu. który wybucha wbrew i mimo wszystkiemu. Jakkolwiek beznadziejne byłyby okoliczności walki — naród poświęci zawsze wszystko w obronie tych świętości. Być może, że inne narody mają na te zagadnienia pogląd inny, bardziej utylitarny. Mozę nawet mają rację. Polacy jednak rozumną to inaczej. Można to słusznie określić jako zbiorowy uraz psychiczny społeczeństwa polskiego. Zbyt często jednak w swej historii dawała Polska dowód swego przeczulenia na tym punkcie, by nie było celowe to podkreślać zarówno dla dobra narodu, jak i tych, którzy się z nim stykają. Poświęcenie Warszawy jest tego najlepszym dowodem. Naród poświęcił stolicę, gdyż sądził, że jest to potrzebne w obronie, honoru i suwerenności Polski.

Powstanie stolicy było więc w roku 1944 nieodwracalną koniecznością. Jeśli jednak byli ludzie, którzy w ogniu powstania chcieli upiec własną pieczeń, to trzeba stwierdzić, że społeczeństwo postawiło sobie świadomie cele znacznie wyższe.

Spójrzmy bowiem na fakty.

Żołnierz Warszawy, to żołnierz ochotniczy. Żadna siła go do wojska nie powołała, żadna nie była w sianie go utrzymać w szeregach, gdyby się zniechęcił lub przestał wierzyć w cel walki. Ogromna większość żołnierzy powstania to ludzie inteligentni i myślący. Często nawet zbyt samodzielnie myślący jak na żołnierza. Najlepsze kadry wojska, te, które ginęły w obronie Woli. Starówki czy Czerniakowa — to harcerze, akademicy i uczniowie warszawscy.

Żołnierz – ten szybko zdał sobie sprawę z beznadziejności toczonej walki. Gdy po pierwszym tygodniu nie widać było szybkiego zwycięskiego końca, gdy szóstego dnia powstania oddziały na Woli otrzymały rozkaz opóźniania, to dla każdego inteligentnego żołnierza wcześniejszy czy późniejszy upadek powstania był oczywisty. Wiara w pomoc dalekiej Anglii mogła wprawdzie ożywiać nadzieje ludności cywilnej, każdy jednak wojskowy wiedział, że pomoc istotną dać może tylko Czerwona Armia. Ta jednak od pierwszego dnia po­wstania stała na przedpolach Warszawy, a wszelkie wypowiedzi oficjalne nie robiły złudzeń, że w ówczesnej sytuacji pomoc ta będzie mogła nadejść. Czemuż więc tkwił powstaniec na barykadach? Czemuż nikt w mieście nie sarkał przeciw beznadziejności walki?

Błędem też byłoby sądzić, że Warszawa nie zdawała sobie sprawy z braków dowództwa. Pomijając już znany krytycyzm i opozycyjność Warszawy w nastrojach politycznych, trzeba stwierdzić, iż rażące braki i niedociągnięcia wojskowe od pierwszego dnia stanowiły przedmiot publicznych dyskusyj.

Społeczeństwo polskie nie jest ślepe i potrafi doskonale odróżniać cele indywidualne przywódców od właściwej treści wypadków. Gdy w noc Listopadową Podchorążowie wznieśli po ulicach Starego Miasta okrzyk „do broni” — to ludność wypowiedziała się za powstaniem nie dla tego, że chciała bronić zagrożonych aresztowaniem spiskowców. Gdyby dziś historyk chciał twierdzić, iż geneza powstania kościuszkowskiego tkwiła w fakcie, iż zagrożeni utratą stanowisk oficerowie rozwiązanej brygady Madalińskieqo podnieśli bunt — naraziłby się na śmiech i drwiny. Tak samo jest z powstaniem warszawskim. Należy odróżnić indywidualne pobudki od głębokiego, historycznego sensu wydarzeń.

W lipcu 1944 roku każdy mieszkaniec Warszawy niemalże wiedział, że powstanie wybuchnie. Ogromna większość ludności, w szczególności starsi, zdawała sobie doskonale sprawę z tego jak straszne niebezpieczeństwo wisi nad miastem. Jakkolwiek wielu ludzi z lękiem oczekiwało na moment wybuchu powstania, to jednak nikt się nie. uchylał od obowiązku wzięcia w nim udziału, łącznie z tymi. którzy tej koncepcji byli najbardziej przeciwni. Jakby dla zademonstrowania swej świadomej postawy wielu zjeżdżało się niemal ostatniego dnia. Czyż powodem tego była tylko ślepa odwaga? Termin wybuchu powstania został Warszawie narzucony z góry. Warszawa jednak stwierdziła swa, wolę walki już wcześniej, gdy na 100.000 żądanych stawiło się do prac fortyfikacyjnych zaledwie kilkudziesięciu ludzi. Z tą chwilą los miasta był przesądzony.

Czy można było wówczas Warszawę uratować? Wydaje się że nie. Cóż bowiem czekało miasto gdyby powstanie nie wybuchło? Możliwości były trzy: albo Warszawa zostałaby wyewakuowana, przy czym nie ulega wątpliwości, że olbrzymia część powiększyłaby groby Niemodlina czy podobnych obozów, miasto zaś, wyewakuowane czy nie, podzieliłoby losy Budapesztu. W styczniu 1943 Niemcy się w Warszawie nie bronili — bo nie było już czego bronić. Wreszcie, gdyby miasto nie zostało wyewakuowane, to nie ulega wątpliwości, że ludność Warszawy by nie wytrzymała spokojnie tak bliskiego sąsiedztwa frontu. Powstanie zaś w mieście, które by było obrócone w potężną bazę przyfrontową byłoby jeszcze bardziej beznadziejne niż to, które wybuchło w sierpniu 1944 r.

Trzeba sobie wiec postawić dylemat — jeśli powstanie miało stać się faktem, to tylko wówczas gdy wybuchło. W tym zaś układzie wypadków wojskowych uratowanie Stolicy było nieprawdopodobne.

Nie jest naszym zamiarem oceniać polityczną decyzję powstania, pozostawiamy to politykom na dziś, historykom na jutro. Ci ostatni będą mogli stwierdzić czy mądra i dalekowzroczna polityka nie mogła usunąć od stolicy groźby zagłady. Przeciwnie stwierdzamy wyraźnie, że w momencie wybuchu powstania społeczeństwo polskie zdawało sobie sprawę z beznadziejności podejmowanej walki, zdawało sobie też sprawę z tego, kto za ten stan rzeczy ponosi odpowiedzialność. Stwierdzamy jednak, że społeczeństwo warszawskie postawiło sobie wówczas własne cele o wiele wyższe od wszelkich bieżących celów politycznych.

Ten czynnik został w dotychczasowej krytyce powstania pominięty. Bez niego bohaterstwo stolicy jest niezrozumiałym aktem społecznego samobójstwa. Bohaterstwo Warszawy zaś było aktem świadomym i wysublimowanym od wszelkich niskich rozgrywek politycznych, które się na marginesie toczyć mogły.

Ta świadoma postawa narodu wyrażona w postawie Stolicy stanowi o historycznej wartości warszawskiego powstania.