Hidżab postępu

Dziś Gazeta Wyborcza pyta dramatycznie: Dlaczego reklamy epatują seksem???!!!!!!!!!!?????????????!!!!!!!!!!1

Tego lata w mediach święciły triumfy dwie warszawskie afery związane z gołymi babami. Pierwsza – uliczna reklama z kobietą ściągającą majtki. Druga – ocenzurowanie wystawy promującej karmienie piersią, która miała pojawić się w metrze.

Wywiązały się dyskusje. Powtarzające się argumenty dość dobrze zebrano w tym tekście. Skupiają się głównie na wyrażaniu oburzenia, że nagie kobiety w przestrzeni publicznej występować mogą tylko jako obiekty seksualne, miłe dla oka mężczyzny.

Ale chciałabym zwrócić uwagę na nowe zjawisko! Z nieznanych powodów, nikt nie opisuje  ewolucji, która po cichu zachodzi w przestrzeni publicznej. Obok wizerunków pięknych, miłych dla oka nagich kobiet pojawia się coraz więcej takich wizerunków mężczyzn.

W Warszawie przy stacji Metro Świętokrzyska stała przez kilka tygodni wielka reklama, na której widać tułowia dwóch nagich mężczyzn i ubraną kobietę z różkami, która z szatańskim uśmiechem głaszcze te nagie ciała. Uwaga! Alarm! Dyskryminacja! Twarze mężczyzn są poza kadrem!!! – To ulubiony argument wyznawców tezy, że gołe reklamy poniżają kobiety: Twarz poza kadrem = uprzedmiotowienie = poniżenie.


Do tej reklamy można by zastosować wszyściusieńkie argumenty używane przez – nazwijmy to umownie – obrońców kobiet w stosunku do sławnej reklamy „gładź, gładź, gładź”. Tylko że tutaj przedmiotem seksualnym są mężczyźni!

Takich reklam robi się coraz więcej. Dlatego uważam, że protestowanie przeciwko pokazywaniu kobiet jako obiektów seksualnych w reklamach to ślepa uliczka.

Problem nie polega na obecności tych reklam, tylko na braku równowagi w reprezentacji płci. Gdy za jakiś krótszy lub dłuższy czas powstanie równowaga (a ja w to nie wątpię) i będzie wreszcie tyle samo gołych chłopów, co gołych bab – to protesty takie będą społecznie odbierane jako dwulicowość.

Ja już je tak odbieram, bo nie widzę powodu, żeby mężczyzna miał prawo występować jako obiekt seksualny, ale kobiecie żeby to szargało cnotę. Albo protestujmy przeciwko uprzedmiotowieniu seksualnemu każdej płci, albo wcale. Trudno znaleźć w Polsce idealistów, którzy są za „każdej” (ja bym ich szukała wśród najbardziej zaangażowanych katolików, czytelników Wojtyły), natomiast ja jestem za „wcale”.

Obrońcy czci niewieściej nie zauważają, że w obecnym układzie ich argumenty to taki subtelny hidżab! Nakładają go kobietom, bo – w domyśle – kobiecą seksualność trzeba chronić bardziej niż męską. Proszę zwrócić uwagę, celowo akapit wyżej napisałam „mężczyzna ma prawo występować jako obiekt seksualny”. To może brzmieć w pierwszej chwili dziwnie. Ale po prostu oznacza to, że mężczyzna nawet gdy wystąpi jako taki obiekt, to ma prawo nie czuć się tym zszargany i poniżony! Jest bytem na tyle autonomicznym, że zewnętrzne okoliczności nie wystarczają, by naruszyć jego osobistą godność.

Mnie się zdaje, że najzdrowiej byłoby nie protestować przeciwko pokazywaniu ani kobiet, ani mężczyzn jako obiektów seksualnych. Bo seks to też część życia i każdy jest w pewien sposób obiektem seksualnym.

W naszej kulturze mężczyźni bardziej akceptują ten fakt. Z racji wychowania. Na przykład nie wstydzą się przyznawać do tego, że oglądają się na ulicy za ładnymi tyłkami i biustami. Dla kogoś, kto to robi na ulicy, osoba płci przeciwnej nie jest przecież romantycznym partnerem o głębokiej osobowości. Nie jest w ogóle partnerem, wszak oni nawet się nie znają! Jest po prostu obiektem seksualnym. Nie ma sensu tego zakłamywać i upiększać rzeczywistości.

Tymczasem kobiety rzadko przyznają się do oglądania na ulicy za męskimi tyłkami. I w ogóle do traktowania mężczyzn jako obiektów seksualnych. W naszej obecnej kulturze mężczyznom wolno mówić o tym otwarcie w większym stopniu niż kobietom. Takie reklamy, jak ta na zdjęciu, zmieniają jednak ten układ, bo przyznają kobietom takie samo prawo.

Myślę, że protesty przeciwko nagości w reklamie paradoksalnie zwiększają w społeczeństwie strach przed cielesnością.

A więc również, paradoksalnie, zwiększają strach przed wizerunkami kobiet karmiących piersią! Na to można wysunąć argument, że wizerunek kobiety karmiącej jest aseksualny. Cóż, ale sprawa ocenzurowania tych wizerunków pokazuje, że bardzo wielu ludzi jednak, mimo pobożnych życzeń, owszem, ma seksualne skojarzenia, patrząc na owe zdjęcia. I co teraz z tym zrobić?

Konserwatywną odpowiedzią na tę sytuację będzie forsowanie poglądu, że kto w kontekście matki karmiącej widzi seks, ten jest perwersem i ma problemy.

Ale ja podeszłabym do tego z przeciwnej strony – dlaczego w ogóle robić z takiego postrzegania problemy? Dawno temu Freud sformułował pogląd, że wszystko w naszym życiu jest jakoś tam powiązane z seksualnością. W ciągu stu lat psychologia na różne sposoby rewidowała poglądy Freuda, ale wydaje mi się, że ta ogólna idea jest słuszna.

Proszę mnie dobrze zrozumieć – nie chodzi o to, że człowiek ma się obleśnie ślinić na każdy widok. Przeciwnie, chodzi o to, że człowiek może i powinien zaakceptować swoje emocje, podchodzić do nich spokojnie i nie traktować ich jako obleśnych, złych, zboczonych. Na przykład: Ma seksualne skojarzenia widząc matkę karmiącą piersią? No to niech ma. No bo co w takich myślach jest złego? Moim zdaniem nic.

Troszkę zaskakujące, że „postępowa” część polskiego społeczeństwa (lewica, zwolennicy feminizmu) nie bardzo jest skłonna się z tym zgodzić. Wykazuje zatem konserwatyzm.

Swoimi, w zamierzeniu postępowymi, działaniami nakładają hidżab na cielesność. Natomiast w tym samym czasie „prosty lud” po cichu akceptuje reklamy z gołymi facetami, i jest jak gdyby bardziej postępowy od sił postępu…

Czy aby na pewno?


Izakow2 na swoim blogu „strasznasztuka2” wrzuciła notkę „Dlaczego mężczyznom potrzebny jest feminizm?„. Jej rozważania to zastanawianie się dlaczego mężczyznom mniej wolno w świecie wyboru ubioru niż kobietom oraz o kryzysie tzw. wzorca męskości. I idealnym rozwiązaniem tych problemów jest feminizm, który cudownie naprawi sytuację facetów oraz parytety. Pięknie byłoby, gdyby nie….

1. To nie sami mężczyźni trzymają innych w ciasnym garniturze zasad w kwestii mody. To gros kobiet też tak pilnuje, aby ich luby nie wychynął zza tej kurtyny. Dodatkowo krąg ubiorów przynależnych prawdziwemu facetowi ubywa z latami. Dawniej oficerki nosili tyko faceci, obecnie to w większości kobiecy atrybut. Ha, przejdź się meżczyzno do sklepu obuwniczego i poproś o oficerki. Sprzedawczynie zrobią duże oczy zdziwione prośbą. Najwyższe buty jakie widzę to sztyblety, bo przecież męskie obuwie to buty sportowe i ewentualnie eleganckie półbuty czy buty tuż za kostkę. To tylko mały przykład. Facet na obcasach to zuooo, w spódnicy też, w koronkach, w pończochach itd. Nic z tego, że dawniej obie płcie nosiły ten sam ubiór w dwóch wersjach, liczy się teraźniejszość. I feminizm nie pomoże w budowaniu równouprawnienia w modzie i prawie do wyboru ubioru. Polskie feministki nie mówią, że „ubiór nie ma płci” (wyjątkiem jest biustonosz) i nie nakłaniają obie płcie do zerwania sztywnych podziałów w modzie męskiej jako elementu wyzwolenia kobiet. W kwestii spódnic męskich dobra robotę czyni strikemaster. Wspomniany antyfacet łamiący celowo stereotypy. Ja sam napisałem dwie notki w tej kwestii (1, 2). Ale nie dowiedziałem się, aby czyniły to kobiety, a tym bardziej feministki. Feminizm nie ma tu nic do rzeczy, w Polsce skupia się on li tylko na sytuacji kobiet. A serwis lula.pl jest bardzo ostrożny w kwestii prezentacji ubiorów kobiecych przez modela. Jakby to było coś strasznego i koszmarnego. A co dopiero do prawdziwej rewolucji w tej kwestii czyli przywrócenia spódnic mężczyznom.

2. Kryzys męskości, a raczej rozdźwięk pomiędzy ideałem mężczyzny i rzeczywistą sytuacją społeczną i naprawa tego stanu rzeczy na pewno nie zależą od feminizmu. Tu mokrą robotę muszą odwalić zainteresowani czyli faceci. Ale żeby nie było łatwo, pewna część facetów nie chce zmian i co jest dziwne, również część kobiet. One same wyzwolone albo określające się jako takie nie chcą zmian w zakresie swych partnerów. Bo przecież ich „misio” nie może być „mniej męski” niż jest. Musi być taki jaki był. No i musi zarobiać jak prawdziwy facet, bo jak taki zechce pobyć w domu przy dziecku, to jego wyzwolona kobieta go rzuci. A najlepsze jest to, że w systemie patriarchalnym wychowanie dzieci jest obowiązkiem kobiet. Nic im nie przeszkadza, aby nauczyć młodych mężczyzn obowiązków takich samych jak młode kobiety. Skoro facet podobno nie interesuje się domem, to się taki ojciec nie zorientuje szybko. Jednak dużo matek z uporem maniaka trwa przy starym systemie i narzekają potem, że syn i mąż się nie zainteresuje czy jej pomóc. Niech ułatwią życie innym kobietom w przyszłości, niech synowie już się nauczą co to znaczy praca w domu. Do tego nie potrzeba feminizmu walczącego o mężczyzn.

Facetom potrzebna jest odwaga. Na razie mężczyzna uczony jest postępować jak inni mężczyźni tj. ma tak samo wyglądać, jeść, mieć takie same zainteresowania itp. Idealny przykład zniewolenia. A jak się wyróżnia, to się go piętnuje. Słownie, psychicznie czy też siłowo. Byle nie dawał innym facetom przykładu, że można być odważnym i niezłomnym w swoich przekonaniach i czynach.

Polska i odznaczenia

Czytając książki czasem natykam się na cytaty, które zawierają kwintesencję polskości. Oto jeden z nich:

„Nasze władze przełożone rzeczywiście dziwnie podchodziły do odznaczeń załóg. Okręt mógł chodzić cały rok, zatapiać okręty podwodne, zestrzeliwać samoloty, przeprowadzać bezpiecznie setki statków przez ocean, a za swoją działalność nic nie otrzymał. Ale gdy jakaś przypadkowa bomba upadła koło okrętu i zabiła kilku ludzi z załogi, zaraz sypały się odznaczenia i to najwyższe”

Autorem tych wielce wymownych słów jest komandor Bolesław Romanowski, dowódca okrętów podwodnych w czasie II wojny światowej. Umieścił je w swojej książce-pamiętniku z lat 1939-1945 pod tytułem „Torpedy u celu” (strony 372-373). Nie był człowiekiem obserwatorem, lecz sam zapoznał się z dziwnymi zasadami panującymi w polskich siłach zbrojnych.

Mam takie dziwne wrażenie, że nagradzanie za śmierć, a nie za ciężką pracę było, jest i będzie naczelną zasadą przyznawania odznaczeń przez polskie władze wojskowe i cywilne. Ostatnio wysyp nastąpił po katastrofie smoleńskiej. Podobnie było po katastrofie CAS-y w Mirosławcu. Dla mnie jest to zamknięcie ust krytykom na zasadzie: „skoro odznaczylismy, to musieli być porządni. Tylko dlaczego wciąż śmierć człowieka jest podstawą do podjęcia decyzji o nadaniu odznaczenia? Chyba można było wcześniej to uczynić. Ponadto, zbyt często mam wrażenie, że tzw. tragiczna śmierć jest jedyną podstawą do przyznania awansu czy orderu.

Paradoksy powyborcze

Wezmę na tapetę dwa przykłady. Osławione przez media Agory Podkarpacie czyli tradycyjny bastion PiS czy też ogólnie mówiąc prawicy oraz Ursynów, o którym te same media piszą jako bastionie PO czy liberalizmu w Warszawie. W obu przypadkach wybory wygrały siły mające tam swoje mateczniki. Jednak wygranie wyborów to nie to samo co rządzenie! W skrajnej wersji w obu przypadkach zwycięzcy będą w opozycji. Na Podkarpaciu w sejmiku wojewódzkim zawarta została umowa koalicyjna PO, SLD i PSL przeciwko PiS. Ta ostatnia partia stara się, mimo wszystko, przekabacić dwóch radnych z SLD lub PO na swoją stronę. W takim scenariuszu te dwie szabelki więcej pozwolą na utrzymanie władzy na kolejne 4 lata podwładnym Kaczyńskiego. Tymczasem na Ursynowie sytuacja jest ciekawsza. Komitet wyborczy „Nasz Ursynów” ma do dyspozycji dwie panny na wydaniu. Z jedną się czubi i jej nie bardzo pożąda (PO), druga jest brzydka i ma muchy w nosie (PiS). W wersji najbardziej surrealistycznej to PO będzie w opozycji, mimo matecznika itd. Ciekawe czy w takich sytuacjach media Agory będą pisały o Ursynowie jako bastionie PiS?? Nie sądzę, a szkoda, skoro PiS w takim scenariuszu by rządził. Tak to jest z wygranymi wyborami, nie zawsze automatycznie oznaczają rządzenie w swoim bastionie.

Nie masz autorytetu? Siadaj, pała!

Szkoła wymaga od młodzieży posiadania autorytetów. Młodzież radzi sobie jak może.

Co pokażą google, gdy wybierzemy „kto jest dla mnie autorytetem”? Nie mówcie, że nie wiecie…

Zawsze fascynowało mnie, że szkoła jest takim sztucznym, wykreowanym światem. Gdzie wszyscy odgrywają jakąś utopię. I gdzie wszyscy wiedzą, że wszyscy udają. Jaki właściwie jest powód tych wysiłków w podtrzymywaniu fikcji?

Tajemne uciechy radzieckiej fantastyki

Całkiem możliwe, że jako człowiek XXI wieku jestem zepsuta do szpiku kości. W końcu żyję w kapitalistycznym XXI wieku, a nie w komunistycznym. Dlatego fantastykę radziecką rozumiem na opak.

Właśnie sprawdzałam w rosyjskojęzycznym internecie, czy ktoś podziela moje poglądy. I natrafiłam na niezwykły zbieg okoliczności. Ta blogerka przeżyła dokładnie to samo co ja! Też rano do pracy. Też metro. Też telefon. Też ten sam fragment książki!

Dziś, gdy wychodziłam rano, zapomniałam wziąć książkę, którą czytam. Przyszło mi w metrze szukać, co też mam do poczytania w telefonie komórkowym. Znaleźli się „Stażyści” [A. i B. Strugaccy, 1962]. Nie, ja rozumiem, że slash i Strugaccy to dwie rzeczy niekompatybilne (zwłaszcza w świetle seksu grupowego). Ale wyjaśnijcie mi wobec tego, co TO jest?

Ja też zaczęłam dusić się ze śmiechu. Siedziałam w wagoniku metra i raz po raz przewijałam tekst na ekranie komórki, aby upewnić się, że widzę to co widzę. Nagle początek powieści objawił mi się w innym świetle. Wszystko zaczęło do siebie pasować.

Czterech starych facetów zabiera w długą podróż przypadkowo spotkanego osiemnastolatka. Faceci są z dawien dawna przyjaciółmi, stanowią załogę statku kosmicznego. Osiemnastolatek Jura miał jechać na wielką budowę socjalizmu – w okolicach Saturna – ale spóźnił się na lot. Co robi czterech starych mężczyzn i jeden młody, gdy znajdą się na samotnym statku daleko od Ziemi?

W korytarzu było jeszcze zimnej, ale za to stał Żylin – potężny, muskularny, w samych slipach. Żylin gimnastykował się. (…) Walczył z cieniem. (…)

– Dzień dobry, Wania – powiedział Jura.

Żylin błyskawicznie i bezszelestnie odwrócił się i posuwistym krokiem ruszył na Jurę, rytmicznie kołysząc się całym ciałem. (…) Jura skoczył ku niemu. Już po kilku minutach zrobiło mu się gorąco. Żylin głośno i boleśnie lał go półotwartą dłonią. Jura trzy razy trafił go w czoło, za każdym razem na twarzy Żylina pojawiał się uśmiech zadowolenia. Gdy Jura oblał się potem, Żylin powiedział: Break! i przerwali pojedynek.

– Dzień dobry, stażysto – rzekł Iwan. – Jak się spało?

– Dzię… ku… je… – dyszał Jura. – Nie… źle.

– Pod prysznic! – zakomenderował Żylin.

Kabina była mała, na jednego człowieka, przed nim stał już niedbale uśmiechnięty Jurkowski w wytwornym czerwono-złotym szlafroku, z kolosalnym miękkim ręcznikiem przerzuconym przez ramię.

(…) Jura odprowadził go wzrokiem. Jurkowski porażał jego wyobraźnię. – I co? – spytał Żylin. – Gromodzierżca! Zeus! Co? Idź się myć.

– Nie. Najpierw ty, Wania.

– W takim razie chodźmy razem. Co tu będziesz sam sterczał. Jakoś się wciśniemy.

Po kąpieli ubrali się i poszli do mesy. Wszyscy już siedzieli przy stole, Michaił Antonowicz nakładał na talerze owsiankę. Na widok Jury Bykow spojrzał na zegarek, potem znowu na Jurę. Robił tak każdego dnia. Dzisiaj jednak nie padł żaden komentarz.

– Siadajcie – powiedział tylko.

Jura zajął swoje miejsce obok Żylina, naprzeciwko kapitana. Michaił Antonowicz, patrząc na niego łagodnie, nałożył mu porcję na talerz.

Symbolika chrześcijańska w polskich instytucjach państwowych

W związku z wyrokiem Trybunału w Strasburgu o krzyżach w szkole wzmogły się w Polsce dyskusje o neutralności światopoglądowej państwa. Zwolennicy poglądów lewicowych podnoszą zarzut, który Krytyka Polityczna streszcza tak: Symbole religijne przeniknęły do wszystkich sfer życia publicznego. Pada więc w tych dyskusjach propozycja, by instytucje państwowe nie posługiwały się symboliką religijną.

Okazuje się, że państwo polskie posługuje się taką symboliką całkiem często i tam, gdzie tego nawet nie zauważamy. Są to symbole albo wprost odnoszące się do chrześcijaństwa, albo wywodzące się z historycznie chrześcijańskich tradycji, lub też z tradycji przedchrześcijańskich, na które chrześcijaństwo nałożyło swoje własne interpretacje.

Symbolika religijna odgrywa w tym kontekście różne role (czasem jedną z nich, czasem kilka naraz):
– bezpośrednie odniesienie do Kościoła katolickiego lub chrześcijaństwa
– odniesienie do historii państwa, tradycji, obyczajów obywateli, które jednak pośrednio  związane są z chrześcijaństwem
– ogólna symbolika poświęcenia, męczeństwa, męstwa

Wbrew pozorom, wcale nie jest łatwo rozstrzygnąć, które symbole w życiu publicznym odnoszą się wprost do religii, a które są tylko dalekimi echami historycznymi.

Dobrym przykładem jest ewolucja symboli organizacji Czerwony Krzyż. Nie jest to organizacja państwowa, jednak chcę tu pokazać, jak różne znaczenie może mieć jej logo dla różnych ludzi. Podczas gdy w kulturze europejskiej znak krzyża jest uznawany za neutralny symbol pomocy medycznej – dla przedstawicieli innych kultur ma on wyraźne konotacje chrześcijańskie.

W 1864 roku Konwencja Genewska ustaliła czerwony krzyż jako znak ochronny wojskowej służby zdrowia. W 1929 roku dołączono do niego czerwony półksiężyc, ponieważ krzyż nie odpowiadał wrażliwości muzułmanów. Z podobnych powodów państwo Izrael zaczęło stosować znak czerwonej gwiazdy Dawida. Aż do 2006 roku organizacja Magen David Adom (Czerwona Gwiazda Dawida) była jedynie obserwatorem, a nie pełnoprawnym członkiem Międzynarodowej Federacji Stowarzyszeń Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca. W 2006 roku Izrael zażądał opracowania przez Czerwony Krzyż symbolu, który nie będzie nawiązywał do religii innych niż judaizm. Wprowadzenie znaku „czerwonego kryształu” uznano za warunek, którego spełnienie umożliwi pracę Czerwonej Gwiazdy Dawida pod auspicjami Czerwonego Krzyża.

Drugi przykład jest jeszcze ciekawszy, ponieważ dotyczy państwowej edukacji.  Neutralny w większości kultur znak dodawania – dla Żydów wyraźnie kojarzy się z chrześcijaństwem. Dlatego w izraelskich szkołach podstawowych i niektórych średnich w podręcznikach matematyki i na lekcjach nie używa się znaku „+”, lecz „﬩”.

Nota bene, demokratyczne państwo Izrael wzbrania się przed wszelkimi nawiązaniami do chrześcijaństwa, jednak samo w ogromnym zakresie posługuje się symboliką i ideologią religii żydowskiej. Można to ocenić dwojako, zależnie jaka jest nasza definicja demokracji: Albo ustrój demokratyczny nie musi koniecznie wiązać się z neutralnością światopoglądową, albo państwo Izrael jest demokracją jedynie fasadową.

Zadałam sobie trudu, by wyszukać przykłady symboli religijnych używanych przez państwo polskie. Poniżej wymienię przykłady symboliki religijnej używanej przez polskie instytucje państwowe i samorządowe. Mając przed oczami przykłady muzułmańskich i żydowskich problemów z krzyżem, warto pamiętać, że i w Polsce obywatele mają niejednolitą wrażliwość na symbole. Za pomocą jakich kryteriów należałoby więc oddzielić symbole uprawnione od nieuprawnionych?


  • Państwo polskie, jak też wszystkie państwa europejskie, ustanowiło niedziele dniami wolnymi od pracy. Dniami ustawowo wolnymi od pracy są w Polsce również następujące święta katolickie/chrześcijańskie: Wielkanoc, Zesłanie Ducha Świętego (Zielone Świątki), Boże Ciało, Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny (to święto liturgiczne wymienia ustawa; data ta jest zbieżna z wprowadzonym w 1992 r. Świętem Wojska Polskiego), Wszystkich Świętych, Bożego Narodzenie.
  • Czytelne nawiązania do chrześcijaństwa znajdują się na polskich banknotach: motywy architektury sakralnej (10 i 20 zł) i insygnia z krzyżami, takie jak mitra książęca (10 zł) lub jabłko królewskie (50 zł).
  • Krzyżem, jako symbolem męstwa, poświęcenia, lub nawet męczeństwa, posługują się następujące odznaczenia państwowe: Krzyż Zasługi, Krzyż Walecznych, Order Krzyża Wojskowego, Krzyż Zasługi z Mieczami, Krzyż Zasługi za Dzielność, Krzyż Wojskowy, Wojskowy Krzyż Zasługi z Mieczami, Morski Krzyż Zasługi z Mieczami, Lotniczy Krzyż Zasługi z Mieczami,  Wojskowy Krzyż Zasługi, Morski Krzyż Zasługi, Lotniczy Krzyż Zasługi, Warszawski Krzyż Powstańczy, Krzyż Zesłańców Sybiru, Krzyż Oświęcimski, Medal Wojska Polskiego (krzyż na awersie), Krzyże Wielkie / Komandorskie / Kawalerskie różnych orderów, np. Virtuti Militari, Orderu Zasługi RP, Orderu Odrodzenia Polski.

  • Wojsko Polskie posługuje się oficjalną dewizą Bóg, Honor, Ojczyzna (ustawa z 19.2.1993 o znakach Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej — Dz.U. Nr 34, poz. 154 ze zm.) Ta sama ustawa mówi o wyglądzie sztandarów wojskowych – zawierają one znak krzyża.

  • Krzyż widnieje na odznakach rozpoznawczych niektórych jednostek Wojska Polskiego, np: Minister Obrony Narodowej decyzją nr 195/MON z 23 kwietnia 2007 r. zatwierdził wzór oznaki rozpoznawczej 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej. Oznaka rozpoznawcza ma kształt owalu, w środku którego znajduje się krzyż z Odznaki Pamiątkowej Wojsk Wielkopolskich.

Bardzo wiele jednostek WP ma krzyże na oficjalnych odznakach pamiątkowych:

  • Obiekty medyczne sił zbrojnych oznakowane są krzyżem, na mocy decyzji Ministra Obrony narodowej oraz norm NATO:

Aby uporządkować sprawę wyglądu znaku [czerwonego krzyża] w siłach zbrojnych, Minister Obrony Narodowej wprowadził w Wojsku Polskim jednolity sposób malowania znaku czerwonego krzyża na lądowych obiektach medycznych (norma obronna nr NO-02-A032. Emblemat genewski. Maskowanie na lądowych obiektach medycznych. Decyzja nr 302/MON Ministra Obrony Narodowej z 17 grudnia 2001 r. w sprawie norm obronnych, Dz. Urz. MON z 2001 r., poz. 186). Norma ta odwołuje się do normy NATO STANAG 2454, a także opiera się na normie NATO STANAG 2931. [źródło: Ochrona Znaku Czerwonego Krzyża – Przewodnik. Warszawa 2004]

  • Unia Europejska ustaliła natomiast, że znak krzyża musi znajdować się na apteczkach pierwszej pomocy, co też zostało wdrożone przez polskie Ministerstwo Pracy i Polityki Socjalnej:

Kwestia koloru krzyża na apteczce pierwszej pomocy Na zielonym tle biały krzyż to jest to właściwe oznakowanie zalecane przez Unię Europejską. Unia Europejska przyjęła Dyrektywą Rady nr 92/58/EWG specjalny znak na oznaczenie przedmiotów w miejscach związanych z udzielaniem pierwszej pomocy. Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z dnia 1 grudnia 1998 r. (Dz. U. Nr 148 poz. 974) wdrożyło tę dyrektywę do prawa polskiego oraz wprowadziło normę dotyczącą wyglądu takich znaków (PN-93/N-01255/03). Obecnie zastąpioną
normą PN-ISO 7010:2006 punkt odniesienia E003 /Pierwsza pomoc medyczna/, które to oznakowanie tyczy się również apteczek pierwszej pomocy, czasami zwanych apteczkami pierwszej pomocy przedmedycznej. O oznakowaniu punktów pierwszej pomocy oraz miejsc usytuowania apteczek pierwszej pomocy jest również mowa w § 44 ust. 5 Rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Społecznej z dnia 26 września 1997 r. w sprawie ogólnych przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy, gdzie jest mowa, iż oznakowanie to ma być zgodne z Polską Normą.

  • Do symboliki chrześcijańskiej wprost nawiązuje znak drogowy G-4 „krzyż Św. Andrzeja” (taka nazwa jest używana w prawie o ruchu drogowym).

Krzyż jako znak pomocy medycznej widnieje na znakach drogowych  D-21 i D-22.

 

  • Państwowe uczelnie posługują się również symboliką religijną. Uniwersytet Jagielloński pieczętuje dyplomy magisterskie i doktorskie Pieczęcią Wielką ze św. Stanisławem.

Krzyż znajduje się też na koronie w herbie Collegium Medicum UJ.

Akademia Górniczo-Hutnicza obchodzi uroczysty dzień uczelni w katolickie święto św. Barbary. Na gmachu Akademii postawiono kilka lat temu statuę tej patronki, a w budynkach znajdują się liczne wizerunki świętej.

Wiele uczelni ma w herbie krzyż pochodzący z herbu miasta: Wrocławski Uniwersytet Przyrodniczy, Uniwersytet Opolski, Uniwersytet Gdański, Politechnika Gdańska, Uniwersytet Rzeszowski.

  • Krzyże i inne symbole religijne widnieją na herbach miast, gmin, powiatów, województw. Takimi zatem znakami, jako „logami firmowymi” posługują się władze samorządowe. (Tu warto zauważyć, że wiele symboli na herbach polskich ma pochodzenie przedchrześcijańskie.  Wywodzą się podobno aż od runów używanych przez plemiona bałto-słowiańskie, w pradawnych czasach, gdy żyły jeszcze nie w Europie, lecz na stepach Azji. Jednak już w średniowieczu ich znaczenie było całkiem zapomniane i nieznane symbole przekształcono wówczas w podobizny przedmiotów użytkowych oraz symboli chrześcijańskich.)

Przy okazji, bardzo ciekawą wymowę ma herb Kolbuszowej:

Wojny blogowe

Moja poprzednia notka stała się wydarzeniem internetowym: mrw.blox.pl/2009/10/Defekt-mozgu.html

Nasz blog dorobił się już czujnego nasłuchu, prawie jak Radio Maryja. Albo jak prof. Dąb-Rozwadowski.

W sumie nie wiem, co oni mają z naśmiewania się z jajogłowych, upośledzonych społecznie istot z doktoratami z fizyki.

Pewnie jakąś satysfakcję.

Ciekawe, jak to się ma do obrony przez nich marginalizowanych, upośledzonych społecznie istot z jajnikami.

Wybiórczy altruizm coś jakby. Jedną poniżaną i dyskryminowaną grupę (kobiety) szlachetnie przywracamy na łono społeczeństwa. Drugą poniżaną i dyskryminowaną grupę (jajogłowych autystyków, znaczy, tamten bloger tak sobie mnie wyobraża) sami kopiemy i wypędzamy precz poza margines naszej normalności.

Dodatkowo, co ma do tego doktorat z fizyki? Od pisania o sprawach związanych z moim zawodem mam inne blogi. W notkach tutaj publikowanych nigdy nie podnoszę argumentu, że jestem doktorem fizyki. No bo nie piszę tu o fizyce. Znaczy, mój doktorat tamtego blogera w oczy kole z innych powodów. Z zazdrości? Jeśli tak, to ja bym na jego miejscu przypieprzyła się do bloga fizyka z którejś z tych instytucji. Na pewno ktoś tam pisze bloga i jednocześnie ma autyzm.

Skromność skarb dziewczęcia, czyli feminizm polski

Feminizm polski kompromituje się. A mógłby zajmować się poważniejszymi problemami. Ale nie.

Była sobie reklama:

Reklama wzbudziła protesty feministek. Gazeta Wyborcza właśnie opublikowała artykuł Magdaleny Środy i Kamila Sipowicza – nie dokładnie o tej reklamie, lecz ogólnie o reklamach dyskryminujących kobiety.

Jako ilustracji do artykułu Gazeta użyła tego oto billboardu:

Podpis Gazety brzmi: „Przeróbka reklamy gładzi gipsowej podkreślająca uprzedmiotowienie, któremu uległa na niej kobieta. Kraków, al. Słowackiego.”

Pękłam ze śmiechu. Akurat w Krakowie, na rogu Kijowskiej i Czarnowiejskiej, przez całe miesiące wisiał inny billboard (żeby było pikantniej, właścicielem Roxy FM jest Agora!):

Podziwiając go codziennie w drodze do pracy, zastanawiałam się: Co to będzie, gdy zawieszą taki sam plakat, ale z kobietą? Pewnie będzie wielki płacz, zgrzytanie zębów i Gazeta Wyborcza napisze o dyskryminacji kobiet. I w samej rzeczy – po jakimś czasie na rogu Kijowskiej i Czarnowiejskiej pojawiła się reklama gładzi. Potem wyjechałam z Krakowa, ale dowiedziałam się, że reakcje feministyczne się pojawiły, aż doszło i do Gazety.

W polskim feminizmie razi mnie świętoszkowatość. Ustawianie kobiet zawsze w roli słabych, niepełnosprawnych, krzywdzonych ofiar. Feministki bronią zszarganej czci niewieściej nie gorzej od katolickich księży. Nawet lepiej. Ale co komu szkodzą plakaty z gołymi babami? Skoro nikomu nie szkodzą plakaty z gołymi chłopami?

Proste: mężczyzni nie odbiorą takiego plakatu jako krzywdzącego, lecz przeciwnie – raczej jako reklamę męskiej siły żywotnej. Mężczyźni bowiem pozbawieni są kompleksu ofiary. Natomiast feministki urabiające kobiety do roli wiecznych ofiar – reklamę z gołą babą uznają za wydanie niewinnej niewiasty na pastwę lubieżnych gwałcących spojrzeń. Gwałt oczami. Jakże często spotkać się można z narzekaniami kobiet: „a bo on się tak na mnie patrzył”. No skandal, patrzył się.  Czy widzieliście kiedyś mężczyznę urażonego faktem, że kobiety na niego patrzą?

Niektórzy kojarzący czytelnicy mogą w tym miejscu zapytać, czy ja czasem tak samo nie narzekam. Właśnie nie. Nawet nachalne gapienie mi nie przeszkadza, bo to jest gapiącego  się problem, a nie mój. Co innego bezpośrednie zaczepki słowne lub fizyczne. Wtedy reaguję, bo ktoś narusza moją sferę prywatności.

Idąc od rzemyczka do koniczka – wojna z brzydkimi reklamami wiąże się ideowo z wojną przeciwko pornografii. Zarówno według polskich feministek, jak i według Kościoła katolickiego, pornografia narusza godność kobiety. Ale mężczyzny to nie? Przecież mężczyźni występują tam równie często, z tym że bardziej wycinkowo. I właściwie to mogłoby mężczyznom bardziej urągać – że sprowadzeni są tylko do wycinka kadru obejmującego narządy płciowe. Kobiety są przynajmniej pokazywane w całości.

Ale tak na poważnie – we współczesnej pornografii jeśli coś mi przeszkadza, to najwyżej to, że pokazuje za mało gołych chłopów i nie w takich pozach, które mogłyby się podobać kobietom. I o to powinien feminizm walczyć. Wszystkim po równo: chłopom – gołych bab, babom – gołych chłopów!