Tajemne uciechy radzieckiej fantastyki

Całkiem możliwe, że jako człowiek XXI wieku jestem zepsuta do szpiku kości. W końcu żyję w kapitalistycznym XXI wieku, a nie w komunistycznym. Dlatego fantastykę radziecką rozumiem na opak.

Właśnie sprawdzałam w rosyjskojęzycznym internecie, czy ktoś podziela moje poglądy. I natrafiłam na niezwykły zbieg okoliczności. Ta blogerka przeżyła dokładnie to samo co ja! Też rano do pracy. Też metro. Też telefon. Też ten sam fragment książki!

Dziś, gdy wychodziłam rano, zapomniałam wziąć książkę, którą czytam. Przyszło mi w metrze szukać, co też mam do poczytania w telefonie komórkowym. Znaleźli się „Stażyści” [A. i B. Strugaccy, 1962]. Nie, ja rozumiem, że slash i Strugaccy to dwie rzeczy niekompatybilne (zwłaszcza w świetle seksu grupowego). Ale wyjaśnijcie mi wobec tego, co TO jest?

Ja też zaczęłam dusić się ze śmiechu. Siedziałam w wagoniku metra i raz po raz przewijałam tekst na ekranie komórki, aby upewnić się, że widzę to co widzę. Nagle początek powieści objawił mi się w innym świetle. Wszystko zaczęło do siebie pasować.

Czterech starych facetów zabiera w długą podróż przypadkowo spotkanego osiemnastolatka. Faceci są z dawien dawna przyjaciółmi, stanowią załogę statku kosmicznego. Osiemnastolatek Jura miał jechać na wielką budowę socjalizmu – w okolicach Saturna – ale spóźnił się na lot. Co robi czterech starych mężczyzn i jeden młody, gdy znajdą się na samotnym statku daleko od Ziemi?

W korytarzu było jeszcze zimnej, ale za to stał Żylin – potężny, muskularny, w samych slipach. Żylin gimnastykował się. (…) Walczył z cieniem. (…)

– Dzień dobry, Wania – powiedział Jura.

Żylin błyskawicznie i bezszelestnie odwrócił się i posuwistym krokiem ruszył na Jurę, rytmicznie kołysząc się całym ciałem. (…) Jura skoczył ku niemu. Już po kilku minutach zrobiło mu się gorąco. Żylin głośno i boleśnie lał go półotwartą dłonią. Jura trzy razy trafił go w czoło, za każdym razem na twarzy Żylina pojawiał się uśmiech zadowolenia. Gdy Jura oblał się potem, Żylin powiedział: Break! i przerwali pojedynek.

– Dzień dobry, stażysto – rzekł Iwan. – Jak się spało?

– Dzię… ku… je… – dyszał Jura. – Nie… źle.

– Pod prysznic! – zakomenderował Żylin.

Kabina była mała, na jednego człowieka, przed nim stał już niedbale uśmiechnięty Jurkowski w wytwornym czerwono-złotym szlafroku, z kolosalnym miękkim ręcznikiem przerzuconym przez ramię.

(…) Jura odprowadził go wzrokiem. Jurkowski porażał jego wyobraźnię. – I co? – spytał Żylin. – Gromodzierżca! Zeus! Co? Idź się myć.

– Nie. Najpierw ty, Wania.

– W takim razie chodźmy razem. Co tu będziesz sam sterczał. Jakoś się wciśniemy.

Po kąpieli ubrali się i poszli do mesy. Wszyscy już siedzieli przy stole, Michaił Antonowicz nakładał na talerze owsiankę. Na widok Jury Bykow spojrzał na zegarek, potem znowu na Jurę. Robił tak każdego dnia. Dzisiaj jednak nie padł żaden komentarz.

– Siadajcie – powiedział tylko.

Jura zajął swoje miejsce obok Żylina, naprzeciwko kapitana. Michaił Antonowicz, patrząc na niego łagodnie, nałożył mu porcję na talerz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s