Jarosław Kaczyński: Opowieść odmrożeńca (2)

Mimo niewątpliwej inteligencji, Jarosław Kaczyński jakby oderwał się od rzeczywistości (patrz poprzedni odcinek). Symptomy życia we własnym paranoicznym świecie były widoczne już w jego wypowiedziach z lat 1990-1994 (książka Torańskiej „My”):

Torańska pyta Kaczyńskiego, czy chciał, by na pierwszego niekomunistycznego premiera wybrano Geremka.

– Nie chciałem, i nie tylko dlatego, że go osobiście – czego nie ukrywam – nie lubię.

„Nie tylko”! Jarosław Kaczyński otwarcie przyznawał się, że podejmował decyzje polityczne również na podstawie tego, że kogoś osobiście nie lubił. Myślałam, że skoro jednak „nie tylko”, to dalej powie o merytorycznych już przyczynach bycia przeciwko temu kandydatowi. Tak wynikałoby z logiki powyższego zdania. Tymczasem nie! Kaczyński kontynuuje kwestię nielubienia:

– A nie lubię z kilku powodów. Pierwszy: to sprawa biografii. Ja pochodzę ze środowiska AK-owskiego, jestem więc człowiekiem z całkiem innej parafii, który od początku wiedział, czym jest komunizm, czym jest PRL.

A więc już wtedy definiował swoją tożsamość poprzez mity o własnych rodzicach! Dalej Kaczyński mówi o kolejnych przyczynach, które też nijak na merytoryczne nie wyglądają:

– Poza tym mam taką cechę charakteru, że gdy na wstępie nie uzyskam pewnego poziomu akceptacji, to potem nie pomogą żadne zabiegi, by nawiązać ze mną porozumienie. Tej akceptacji na początku ze strony Geremka nie wyczułem i dlatego nie chciałem do niego chodzić, nie chciałem się z nim na kawy umawiać, choć próbował, i w ogóle nie chciałem tańczyć wokół niego.

I tu Kaczyński wciąż przenosi polityczny problem na płaszczyznę własnego ja – kto mnie(!) nie lubi, komu ja(!) muszę nadskakiwać.

– A nie chciałem, bo w ogóle nie znoszę nadskakiwania, którego on oczekiwał, i dlatego, że często kręcił, coś rozgrywał i niejednokrotnie różne nieprawdy musiałem mu wytykać. Gdyby więc Geremek nie zrażał do siebie ludzi bez żadnego powodu, gdyby był łaskaw przyjąć, że ludzie spoza jego kręgu towarzyskiego też potrafią myśleć, gdyby zechciał uznać, iż ludzie ci nie zawsze kierują się złą wolą i chęcią szkodzenia, (…) to mógł w tym kraju dużo więcej osiągnąć…

Ten fragment jest najciekawszy. Gdyby pod nazwisko „Geremek” podstawić „Kaczyński”… To wygląda, jak psychologiczne zjawisko projekcji. Neurotyk rzutuje na innych to, czego nie chce powiedzieć o samym sobie.

Dalej o reakcjach innych opozycjonistów na wyznaczenie Mazowieckiego na premiera. Jak to tam było naprawdę, tego nie wiem – ale zwraca uwagę, że Kaczyński znów opisuje wszystko w kategoriach emocji i osobistych uraz:

– Okazało się już wkrótce, że wszystkiemu winien jestem ja, bo ośmieliłem się, nie będąc w tej hierarchii, nie reprezentując odpowiedniego według nich poziomu, (…) zrobić premierem nie tego, kto był tam u nich wtedy bogiem i carem. (…) Michnik się na mnie śmiertelnie obraził, śmiertelnie, zerwał ze mną kontakty, przestał mi nawet mówić „dzień dobry”; Janusz Grzelak miał pretensje – choć go znałem i skądinąd lubiłem, niewątpliwie wyjątkowo pozytywny człowiek; Ambroziak od tego czasu wojnę zaczął przeciwko mnie prowadzić; miałem też, pamiętam, jakąś taką rozmowę z kilkoma od nich, wyzłośliwiali się na mnie, dokopywali, aż się wściekłem i…

[Torańska:] – I trzasnąłeś drzwiami?

– Nie (śmiech), bo to było na świeżym powietrzu. Więc – dokładnie nie pamiętam – albo im coś niemiłego powiedziałem, albo jakimś gestem dałem im wyraz swojej niechęci, albo – jak często w takich sytuacjach postępuję – udałem, że nie słyszę.

Symptomatyczne. Człowiek udający, że nie słyszy złośliwości, dobrze je sobie zapamiętuje i wywleka później. Jednak popamiętanie Michnikowi, że przestał się kłaniać, to jeszcze nic. Teraz nastąpi klasyka – historia znana, ale przepyszna:

– Dam ci dwa przykłady, może drobne, ale które ich dobrze charakteryzują.

W 1977 r. po raz pierwszy zaproszono mnie na duże zebranie KOR-u. Przyszedłem, usiadłem przy stole. Otwierają się drzwi i wkracza czołówka opozycji: Kuroń, Macierewicz, Jan Józef Lipski itp. Patrzę ze zdumieniem, a tu wszyscy, którzy siedzieli przy stole, wstają i przenoszą się pod ściany. Podniosłem się także, ale by ustąpić miejsce Lipskiemu, który był starszym panem, kolegą mojej mamy i człowiekiem chorym.

On jednak usiadł obok, a Kuroń wykorzystując ten moment już wieszał swoją skórzaną marynarkę na moim krześle. Ja jednak spokojnie na nim usiadłem i miejsca Kuroniowi nie ustąpiłem.

Po jakimś czasie poszedłem do Jacka do domu i on piętnaście minut trzymał mnie bez krzesła. Zapamiętał i się zemścił (śmiech). Szczerze ci powiem: gdyby nie silna motywacja, że ja muszę z tym komunizmem walczyć, a więc muszę być w opozycji, to ja bym ją w jasną cholerę rzucił, bo tego towarzystwa nie akceptowałem.

Wyobrażam sobie, jak Jarosław Kaczyński przy każdym takim afroncie zamykał oczy i myślał o Polsce…

Na koniec, piękny przykład brnięcia w zaparte wbrew faktom:

– [Mazowiecki] powiedział następnego dnia, w expose rządowym, że wprowadzamy „grubą kreskę”, czyli nie zmieniamy układu społecznego.

[Torańska:] – O, nie! Powiedział: „Rząd, który utworzę, nie ponosi odpowiedzialności za hipotekę, którą dziedziczy… Przeszłość odkreślamy grubą linią. Odpowiadać będziemy jedynie za to, co uczyniliśmy, by wydobyć Polskę z obecnego załamania”. I ja, Jarek, z tym się i dzisiaj zgadzam.

– To ty, widzę (uśmiech), jesteś agentką tamtej strony.

Zaczęłam więc przypuszczać, że bystry osąd Kaczyńskiego przyćmiła osobista mania prześladowcza, rzutowanie własnych wad na innych i zaślepienie na fakty, które nie pasują do paranoicznych teorii. Mogłabym takich fragmentów wklejać więcej:

– Jak Kaczyński pamięta Mazowieckiemu: Z Mazowerem mam przechlapane do końca życia. On jest, jak wiesz, straszliwie pamiętliwy, niesłychanie pamiętliwy.

– Jak Kaczyński pomstuje, że w ministerstwie pozostał stary, komunistyczny układ, bo nie wyrzucono… maszynistek, które przecież pracowały dla Rakowskiego.

– Jak Kaczyński argumentuje, że trzeba oczyścić służby specjalne z sowieckich agentów, i jednocześnie ze świętą naiwnością wyznaje, jak pozytywnie zaskakuje go patriotyzm jego kolegów – opozycjonistów, intelektualistów, wcale nie znających się na tego typu służbie – którzy mimo to gotowi są natychmiast zająć stanowiska w oczyszczonych służbach specjalnych.

Wszystkie te przedziwne emocje jak gdyby odmroziły się w roku 2005.

To napisawszy, stawiam jednak znak zapytania. W następnym odcinku – fragment książki, który przyprawił mnie o pomieszanie i podejrzenia, że coś tu może być jeszcze zupełnie inaczej.

Czytaj część 3…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s