Czym się różni demokracja rosyjska od demokracji

Pewni przemili Rosjanie z bloga Polska-Rosja przekonywali mnie kiedyś, że Rosja jest krajem demokratycznym. Było to dość dawno temu. Od tego czasu zmienił się w Rosji prezydent, a przez światowe media przemknęły przypuszczenia, że będzie on jeszcze większym demokratą, niż ten dotychczasowy.

Właśnie potwierdził je piątkowy Kommiersant: Dmitrij Miedwiediew we czwartek podpisał ostatnią ustawę z pakietu „mającego na celu liberalizację systemu politycznego”. To nowość – dowiedzieć się, że w prawdziwie demokratycznym systemie politycznym Rosji jest jeszcze co liberalizować!

Brak porównania był błędem moich znajomych z polsko-rosyjskiego bloga. Jest też błędem wszystkich nie-Rosjan utrzymujących, że Rosja jest normalnym krajem. Bo mogę sobie doskonale wyobrazić, że rosyjscy obywatele, nie doświadczywszy życia w innym państwie (no, poza ZSRR) są przekonani, iż demokracji w ich ojczyźnie niczego nie brakuje. I tak samo świetnie sobie wyobrażam, że szczęśliwy obywatel kraju zachodniego (licząc Zachód począwszy od Polski), nie interesujący się systemem politycznym nawet we własnym kraju, może mieć tym mniejsze pojęcie o systemie politycznym Rosji.

Artykuł w Kommiersancie z jednej, a ostatnie dni w atmosferze świętowania demokracji w Polsce z drugiej strony, zainspirowały mnie do sporządzenia kilku ciekawych porównań.

Pakiet liberalizacyjny przedłużył kadencję prezydenta Rosji z pięciu do sześciu lat, a parlamentu – z czterech do pięciu. W Polsce kadencje prezydenta i parlamentu to odpowiednio – 4 i 5 lat. Jakkolwiek nie można zaprzeczyć – przynajmniej patrząc na Polskę – że dłuższe kadencje działałyby raczej stabilizująco, to jednak trudno wydłużenie kadencji nazwać posunięciem na rzecz liberalizacji.

Kolejna niezwykle liberalna reforma dotyczy ordynacji wyborczej. Dotychczas w Rosji partia chcąca wystawić swoich kandydatów w wyborach do parlamentu musiała uzbierać 200 tys. podpisów poparcia od obywateli. Kommiersant odnotowuje z uznaniem, że według nowego prawa w najbliższych wyborach do Dumy (2011) wystarczy zebrać 150 tys., a do kolejnych (dopiero w 2016) – już tylko 120 tys. podpisów. Niestety, jak zauważa gazeta, prezydent pozostawił w mocy prawo, według którego podpisów nie muszą zbierać partie, które już ostatnio znalazły się w parlamencie!

A zatem w szczególności partia prezydencka Jedna Rosja, która wygrała poprzednie wybory, nie musi się już nigdy więcej martwić o poparcie wyborców: Nawet jeśli je straci, to i tak będzie mieć swoją listę w wyborach! I w kolejnych, i w następnych – tak długo, jak długo pozostanie jej w parlamencie choć jeden poseł. Ale jeśli ktoś chciałby wprowadzić nową siłę polityczną – ooo, to już rzecz najeżona trudnościami!

Bo na zebraniu stu tysięcy podpisów nie koniec: Rosyjska Centralna Komisja Wyborcza ma prawo odsunąć od wyborów partię, u której wśród zebranych podpisów znajdzie się 5% niewiarygodnych. Jakież to fantastyczne narzędzie do usuwania przeciwników politycznych: Wystarczy dopisać im do list wyborczych – no tak, już nie 10 tys. fałszywych podpisów, lecz zaledwie 7500, a za kilka lat nawet tylko 6000.

Tymczasem w Polsce… komitet wyborczy może zostać założony przez 15 obywateli, którzy zebrali 1000 podpisów poparcia. Następnie komitet tworzy listy okręgowe, a każda z nich, aby mogła być zatwierdzona dla danego okręgu, powinna uzyskać 5000 podpisów. Jakież to łatwe w porównaniu z Rosją – nawet biorąc pod uwagę, że Rosjan jest prawie 4 razy więcej, niż Polaków.

Ale nie bójcie się – liberalizacja w Rosji idzie o wiele dalej, zresztą pod hasłem wygłoszonym przez samego prezydenta Miedwiediewa: „podwyższenia stopnia i jakości przedstawicielstwa narodu we władzach” (sic!). Kommiersant z radością podkreśla, że prezydent Miedwiediew zatwierdził obniżanie etapami liczby wymaganych członków, przy której można zarejestrować partię! Dziś – 50 tys., w 2010 roku – 45 tys., a w 2012 – już tylko 40 tys.!

Tymczasem, aby założyć partię polityczną w Polsce – wystarczą podpisy tylko 1000 osób.  Tylko podpisy, nie przynależność! Do startu w wyborach w ogóle niepotrzebna jest partia – jak podałam wyżej, wystarczy założyć sobie komitet wyborczy. W Rosji jest to niemożliwe.

Z niejakim rozczarowaniem Kommiersant – w końcu liberalna jak na Rosję gazeta – zwraca jednak uwagę, że rosyjski prezydent pozostawił Ministerstwu Sprawiedliwości możliwość likwidacji partii, „jeśli urzędnicy ministerstwa nie znajdą w niej minimalnej liczby członków”. Nie, w Rosji nie ma i nie będzie partii kanapowych…

Rosyjski dziennik podkreśla jednak pozytywy: „Choć takich [demokratycznych] przemian może nie być na szczeblu federalnym, to jednak na szczeblu regionalnym i miejskim są one w pełni realne”. No zupełnie jak w Polsce! Tylko że 20 lat temu: „Liberałowie partyjni [w PZPR] uważali, że trzeba zmusić Biuro Polityczne PZPR do reform gospodarczych i do eksperymentu z wolnymi wyborami na poziomie gminy.” Okazuje się, że Rosja jest jakby dwie dekady za nami, a w dodatku u nas ten model w końcu nie wszedł w życie, bo przeskoczyliśmy go ustanawiając parlament kontraktowy, a wkrótce przechodząc do systemu w pełni demokratycznego.

Lecz wróćmy do Rosji. Dzięki prezydenckiemu pakietowi, już od 1 lipca 2009 kandydatów na gubernatorów w Rosji będą zgłaszać nie pełnomocnicy prezydenta w okręgach federalnych, lecz partie, które mają większość w regionalnym parlamencie. Brzmi to doskonale? No tak, zwłaszcza, że wszędzie większość ma nie kto inny, jak – partia prezydencka Jedna Rosja. A samo zgłaszanie kandydatów nie jest aż takie proste: otóż władze partii muszą swój wybór skonsultować z samym prezydentem Rosji. Innymi słowy, zamienił stryjek siekierkę na kijek, a gubernatorów jak wybierał, tak wybierać będzie prezydent.

W Polsce – przypomnijmy – na szczeblu wojewódzkim są władze zarówno samorządowe, jak centralne. Oddolnie – marszałek województwa i sejmik wojewódzki, a odgórnie – wojewodowie mianowani przez rząd.

Jedyna pozytywna wiadomość z Rosji, to że samorządy miejskie będą miały prawo odwołać mera miasta, jeśli ten „dopuści do zaostrzenia sytuacji socjalno-ekonomicznej”. Kommiersant donosi, że samorządy już zaczęły z tego prawa korzystać (Oziersk w okręgu czelabińskim). Krytycy opozycyjni wskazują jednak, że i to może się sypnąć, bo prawdopodobnie wkrótce Duma przegłosuje wprowadzenie w wyborach do samorządów lokalnych systemu mieszanego, który będzie faworyzował większe partie (czyli Jedną Rosję, czyli znów wszystko w ręku Kremla).

W Polsce odwołać prezydenta miasta, burmistrza lub wójta można na drodze referendum, z inicjatywy obywateli lub rady gminy. (Tak było np. z niesławnym prezydentem Olsztyna.)

Drodzy rodacy! Czy przekonałam was, jak to dobrze jednak mieszkać w Polsce?

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s