Wydobywanie potencjału z płci

Minister Giertych zapowiedział realizację koncepcji "edukacji zróżnicowanej" tj. oddzielnych klas dla dziewcząt i chłopców. Początkowo miałoby to być po jednym takim gimnazjum w województwie (gimnazjum??, skoro mają być zlikwidowane zgodnie z chęciami ministra Giertycha). Start najwcześniej we wrześniu 2009r. Więcej o szczegółach tego pomysłu w artykule.
Ale zwolennicy szkół zróżnicowanych uważają, że dzięki nim dziewczęta poprawiają wyniki z przedmiotów ścisłych i są bardziej zmotywowane do uprawiania sportu, bo pozbywają się kompleksów wobec chłopców. Z kolei chłopcy mają być bardziej zainteresowani nauką i chętniej brać udział w kółkach dyskusyjnych, muzycznych, teatralnych i plastycznych, od których w szkołach koedukacyjnych stronią.
No coż, ten cytat jest dla mnie okazją do śmiechu. Przecież obecnie w szkołach koedukacyjnych nie ma lekcji tzw. wf-u koedukacyjnego, lecz właśnie rozdzielonego ze względu na płeć. Nikt dziewczynom nie przeszkadza uprawiać sportu, kompleksy nabywają w trakcie dorastania ze względu na powszechnie obowiązujące przesądy dotyczące kobiecości i sportu. A chłopców już widzę jak garną się do kółek teatralnych i plastycznych. Jakimś cudem zainteresowania takimi kółkami nie było w zawodówkach i technikach, a tam prawie sami chłopcy w klasach. Muzyką chlopcy zawsze się interesują, ale te kółka nie byłyby oblegane bo nie wierzę, że przy tym ministrze "heavy metal", "hiphop" czy "punk" by przeszedł. Co do wyników nauczania koedukacyjnego polecam przeczytać raport OECD pt. "Education at a Glance: OECD Indicators – 2006 Edition. Summary in Polish", gdzie jasno jest napisane, że:

Równowaga płci: pod względem wyników w nauce dziewczęta wyprzedzają chłopców.
Różnice wykształcenia między płciami zmieniają się na korzyść kobiet. W przypadku osób w wieku 55–64 lata tylko w trzech krajach średni czas trwania formalnego kształcenia jest dłuższy dla kobiet, ale w grupie 25–34 lata średnia liczba ukończonych lat kształcenia jest wyższa dla kobiet w 20 z 30 państw OECD. Z pozostałych 10 państw tylko w dwóch (Szwajcarii i Turcji) różnice przekraczają pół roku na korzyść mężczyzn.W 19 z 22 państw OECD i w trzech państwach partnerskich, w których całkowita liczba absolwentów obu płci jest porównywalna, więcej dziewcząt niż chłopców kończy szkoły ponadpodstawowe II stopnia. Różnica na korzyść dziewcząt przekracza 10 punktów procentowych w Danii, Finlandii, Islandii, Irlandii, Nowej Zelandii, Norwegii, Polsce, Hiszpanii i Brazylii. W Turcji liczba absolwentów jest o osiem punktów procentowych wyższa dla chłopców. W Korei i Szwajcarii różnica jest mniejsza niż jeden punkt procentowy.

Wniosek: klasy koedukacyjne nie szkodzą dziewczętom, skoro o wiele dłużej się kształcą niż chłopcy. Przy realizacji koncepcji Giertycha, to wówczas dziewczyny krócej by się kształciły i …. No właśnie, o co tu chodzi? Swego LPR propagowała swój pomysł na walkę z bezrobociem w postaci przymusowego zwalniania kobiet i zatrudniania na ich miejsce mężczyzn. A w razie realizacji tej koncepcji, to w przyszłości gorzej wyedukowane kobiety mające problemy ze znalezieniem pracy, jedynie co by mogły robić to tylko prowadzić dom. I tu jest sedno tej koncepcji, sprowadzić kobiety jedynie do roli rodzicielki i karmicielki. Wiedza w tej roli nie jest potrzebna, przy okazji można ideologicznie przygotować dziewczynki.

Na potwierdzenie mojego wniosku znów się sięgnę do raportu OECD, tym razem za rok 2004.

Płeć a wyniki nauczania oraz nastawienie uczniów.
Na poziomie czwartej klasy dziewczynki osiągają średnio znacznie lepsze wyniki niż chłopcy w umiejętności czytania; wśród uczniów w wieku 15 lat różnica między płciami pod względem umiejętności czytania jest zazwyczaj duża (tabela A9.2 oraz A9.3). Jesli chodzi o matematykę, 15-letni chłopcy mają w większości krajów nieznaczną przewagę nad dziewczynkami: w przypadku przedmiotów ścisłych prawidłowości odnoszące się do płci są mniej wyraźne i dość nierówne (tabela A9.2). W przypadku wiedzy obywatelskiej wśród 14-latków ujawniają się mniejsze różnice w wynikach nauczania związane z płcią (tabela A9.4). Wydaje się, że dziewczęta mają większe oczekiwania odnośnie do przyszłego zawodu niż chłopcy, ale istnieją znaczne wahania oczekiwań obu płci w poszczególnych krajach (tabela A9.1). W mniej więcej połowie badanych krajów więcej dziewcząt niż chłopców wolało naukę opartą na współpracy, zaś chłopcy w większości krajów wykazywali większą niż dziewczynki skłonność do nauki opartej na współzawodnictwie (tabela A9.5b)

A teraz weźmy się za profesora Riordana.

Wczoraj tłumaczył, że nie można jednoznacznie wykazać wyższości tego typu szkół nad koedukacyjnymi. Według niego na osiągnięcia uczniów trzykrotnie większy wpływ mają środowisko domowe (m.in. poziom wykształcenia rodziców i dochody) oraz środowisko szkolne (umiejętności nauczycieli i innych uczniów).

Skoro edukacja zróżnicowana tak mocno nie wpływa za zmianę jakości nauczania, bo ta jest zależna od środowiska domowego i szkolnego (co doskonale można wyczytać ze wspomnianych raportów OECD za lata 2004 i 2006), to odgórne wprowadzanie takiej koncepcji edukacji jest zastanawiające. Znów pozwolę sobie zacytować, tym razem ze streszczenia referatu prof. Riordana wygłoszonego w Barcelonie w kwietniu br..
Riordan twierdzi, iż rzeczywisty wpływ, jaki ma uczęszczanie do szkoły koedukacyjnej, czy też zróżnicowanej, w najlepszym wypadku jest mały, a często będzie tak niewielki, że statystycznie nie będzie wykrywalny. Wyjaśnia on, że naiwnym byłoby myślenie, iż wszyscy uczniowie, na każdym poziomie, skorzystają z kształcenia zróżnicowanego. Niektórzy z nich mogą sobie radzić całkiem nieźle w szkołach zróżnicowanych w porównaniu do szkół koedukacyjnych, podczas gdy inni mogą reagować negatywnie, a jeszcze innym nie sprawi to żadnej różnicy. Niekiedy wpływ może być uwarunkowany cechami ucznia i wyjątkowymi cechami każdej szkoły. Kiedy obliczy się średnią pozytywnych i negatywnych efektów, nie powinno dziwić, iż efekt szkolny jest taki mały.
Klasy jednopłciowe jako cudowne lekarstwo to bzdura. Sam propagator tej idei powtarza, że nie wszystkie dzieci na tym korzystają. Dużo więcej zależy od nauczycieli i rodziców, aby tym słabszym uczniom pomóc. Ale na to nie ma pieniędzy, woli i chęci pomocy ze strony ministerstwa, bawiącego się w snucie i realizcję pomysłów nieprzemyślanych, pochopnych czy wręcz głupich.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s